Subiektywne a obiektywne elementy skladające się na nasz odbiór danej fajki

Jak na razie pierwsze forum wolnej wymiany myśli przy pykaniu fajki. Wszystko o wszystkim

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
jar
Moderator
Moderator
Posty: 1642
Rejestracja: 25 listopada 2007, 14:46 - ndz
Lokalizacja: Bydgoszcz
Kontakt:

Subiektywne a obiektywne elementy skladające się na nasz odbiór danej fajki

Post autor: jar » 05 września 2008, 17:12 - pt

piszę poniższe z prawdziwą przykrością, mimo to pisanie ufam iż ten nowy nabytek przysporzy naszemu Koledze wiele zasłużonej radości, a fajka zostanie "zhumanizowana".

Taki rodzaj bejcowania czy lakierowanie zewnętrznych powierzchni wrzośca powodujące efekty wspomniane przez jednego z moich tu Przedmówców charakteryzuje PRAWIE wszystkie tzw. zacne i stare marki czy raczej ich nowsze produkty szczególnie te w ich bardziej masowych edycjach, mówiąc bardzo z grubsza - jakoś od lat 60/70, czasem 80 tych XX wieku. Jak się okazało także w doświadczeniu pewnego Kolegi z tego Forum, dotknęło to nawet niektórych współczesnych edycji Charatana. Znana powszechnie jest zmiana jakości produktów Barlinga, GBD, CIVIC'a, Loewe, Parkera.; nie wiem jak to jest z współczesnymi Dunhillami gdyż unikam egzemplarzy młodszych niż te z lat 60 (znam jeden z 1976 roku i ten trzyma jakość charakteryzującą starsze produkty Dunhilla, ale np restaurowany przeze mnie niedawno egzemplarz Dunhilla z 1971 roku nie charakteryzował się, według informacji od jego Właściciela, żadnym szczególnie wyróżniającym go in plus smakiem). Jest to niestety nagminne zjawisko związane w wielkiej mierze z poddaniem reżimu produkcji pojmowanym bez głębszej refleksji wymaganiom rynku - i wielka w tym "zasługa" biznesmenów - jak kiedyś Herman Lane, jak prześledzenie jakości nie tylko Charatanów ale i choćby fajek Ben Wade po wykupieniu tej firmy przez Charatana już pod Hermanem Lane, jak działalność wielkiej firmy Cadigan, etc. Nawet "legendarny" Dunhill zarzucił w pewnym momencie stosowanie wymyślonej nota bene przez siebie techniki "oil curing".

Ale wnioski każdy wysnuwa sam dla siebie - chodzi przede wszystkim o to, aby fajka radość przynosiła, i to jest najważniejsze, co zawsze podkreśla, pozdrawiając miło

Jacek A. R.
Im więcej wolno, tym mniej wypada.
Oli
Pykacz
Pykacz
Posty: 61
Rejestracja: 21 września 2007, 04:12 - pt
Lokalizacja: New York

Re: Moje fajeczki - Beckett

Post autor: Oli » 05 września 2008, 20:02 - pt

Panie Jacku ogolnie z Panem sie zgadzam ale co do Charatan to obie ery tzn. pre-Lane do ok. 1955 jak i Lane era do ok. 1980 sa bardzo poszukiwane i cenione za swoja jakosc. Pre - Lane sa czesto drozsze ale to ze wzgledu trudniejszo dostepnosc i pewna orginalnosc. Niektore modele fajek Charatan za ery Lane byly drozsze od fajek Dunhill i nie ustepowaly im jakoscia. Jakosc spadla dopiero po odsprzedaniu Charatan niejakiemu James B. Russell Inc. i to dopiero wtedy skonczyla sie slawa firmy Charatan. James B. Russell Inc. po "zniszczeniu" marki nastepnie odsprzedal Charatan do Dunhill ktory zatrudnil artiste Colin Fromm i obecnie cala ta w sumie niewielka produkcja jest freehands.
Co do Ben Wade zgadzam sie calkowicie.
Dunhill od lat 60 nie mogl uzywac briar z Wloch do produkcji "bruyere" and "root" ze wzgledu na zakaz wywozu tego surowca poza granice.
Dunhill zaczol uzywac briar z Algerian do wszystkich swoich modeli, wczesniej Algerian uzywany byl tylko do produkcji "shell". Nastepnie prubowano Grecian briar ktory ze wzgledu na swoja twardosc nie mogl byc naprzyklad gleboko piaskowany jak wczesniejsze modele. Co prawda po latach okazalo sie ze Grecian briar jest duzo wyzszej jakosci niz z lat poprzednich z ta roznica ze twardy o mniejszych wymiarach briar burls jest przyczyna duzo wiekszych strat materjalu. To tylko przyklad jak przedziwne sa przyczyny takiej a nie innej specyfiki czy wygladu poszczegulnych modeli Dunhill. "F/T" (fishtail) ustnik zaczol byc produkowany (ciety) maszynowo po fali strajkow o podwyzki pieniedzy w 1976.
Co do nowych Dunhill to moim zdaniem ogolnie jakosc obecnie jest duzo wyzsza niz dawniej i co do tego osobiscie nie mam watpliwosci. Co prafda jest jedno ale, dzisiejsza produkcja odrzucila by pewnie polowe starych modeli a to dla tego ze sa rozne tzn. kazdy inny. Dzisiejsze Dunhill "musza" byc takie same, identyczne i bez charakteru.
Dzisiejszy Dunhill jak zreszta i inne firmy niestety probuja robic fajki "dla wszystkich" universalne takie dla kazdego. ;) Ogromnym odbiorca Dunhill sa China i cala Azja i Rosja.
Jakosc z pewnoscia pozostala chociaz mozna miec ulubiony model obecnie nie produkowany lub z innym "internationalnym" bejcowaniem i unifikacja.
Z moich skromnych doswiadczeniow to moze nawet 1/4 na rynku second-hand to mniej lub bardziaj udolne podrobki. Od ustnikow po bowls lub jedno i drugie.
To tylko kilka takich luznych osobistych impresji lub nawet moze dygresji.
Mozliwe tez ze jak by na obecna produkcje wielkich znanych marek nie patrzec, to dawniej gdy firmy te powstawaly, byt ich wyznaczony byl pewnym statusem dzisiaj jest troche inaczej. Mozliwe ze do Palenia i Obchodzenia sie z Fajka moze nie jest nie zbedna ale bardzo przydatna autentyczna znajomosc The Dialogues of Plato na przyklad, moze minimum wiedzy i zrozumienia z historii sztuki itd. moze dbalosc o paznokcie o dlonie itd. a moze poprostu chociaz minimum dobra fajczarska karma.
Lakierowane Peterson no bo byly gigantyczne straszne narzekania bo inny slabo sie komponowal na dzisiejszych meblach, televisorach i pseudo dywanach itd. Dunhill "Dress" z ponuro czarnym polyskujacym wykonczeniem bo pasuje do Tuxedo i tak prawie cale wykonczenie Dunhill czy np. Peterson zostalo podregulowane do "Nowego wspanialego swiata" w/g Aldous Leonard Huxley.

Bardzo przepraszam za styl i mozliwe bledy. (przysiegam ze szukalem i poprawialem)

Z szacunkiem Robert.
May your bowls always be full my friends. Luck to ya.
Awatar użytkownika
jar
Moderator
Moderator
Posty: 1642
Rejestracja: 25 listopada 2007, 14:46 - ndz
Lokalizacja: Bydgoszcz
Kontakt:

Re: Moje fajeczki - Beckett

Post autor: jar » 05 września 2008, 21:15 - pt

Bardzo się cieszę z merytorycznego podejścia do tematu. Oby to był dobry przykład dla szerszego zainteresowania się związku pomiędzy historią danej marki i egzemplarza a jego wartością czy jakością stricte użytkową, a odezwałem się czytając po raz kolejny, iż Miły Kolega który zapłacił pewno ok. $ 100 otrzymał za te spore pieniądze fajkę lakierowana i jak się obawiamy z nie takim jak należy bejcowaniem..

Wiem świetnie iż Charatany z okresu Lane są bardzo poszukiwane na szeroko rozumianym rynku w tym rynku amerykańskim, i osiągają bardzo wysokie ceny. Podobnie wystarczy spojrzeć choćby na popularny EBay i porównać ceny Dunhilli z lat 80 i późniejszych a egzemplarzy z lat np. 60 - te ostatnie bywają tańsze.

Będąc jak najdalszym od jakiegokolwiek namawiania na dzielenie takich a nie innych poglądów, tylko na swój własny użytek widzę w bardzo wielu przypadkach - nie tylko gdy mowa o fajkach - rozziew pomiedzy jakością użytkową danego przemiotu a osiąganą przez niego ceną w dolarach Euro czy złotówkach, która to cena nie jest związana wprost, nie wynika z jakości tegoż przedmiotu. Czyli: nie stawiam znaku równości pomiędzy tym, co jest poszukiwane, a sprawą jakości.

Natomiast będąc dość na bieżąco (acz już mało się z Polski ruszam i już nie mieszkam na tzw Zachodzie) w kwestii Dunhilli, bowiem w tym kierunku zdecydowanie restrukturyzuję swój zbiorek - bardzo by mnie interesowalo porównanie jakości użytkowych - smaku - fajek wykonanych powiedzmy w latach 50/60 z Dunhillami późniejszymi, opisane przez Osoby palące fajkę od dobrych kilkudziesięciu lat, palących minimum tak jak ja regularnie 6-8 fajek dziennie z średniej mocy Va, jak np BBF, czasem Bright CR Flake, czasem Medium Virginia Flake, czasem Glengarry Flake, nie aromaty, i nie La, gdyż ta ostatnia jest bardziej "wybaczająca" i do niej mam inne niż Dunhille fajki. Znam teksty mówiące że jakość fajek Dunhilla jest wciąż wysoka, w kwestiach wątpliwości konsultuję się ostatnio z Johnem Loringiem i oczywiście nie tylko, kiedyś z Kolegami czy ex sluchaczami - fajkarzami czy trafikantami z Danii i Wlk. Brytanii na przykład, ale nie będę dziś ryzykował nawet $ 150 na Dunhilla estate z lat 90 aby sie o tym na własnej skórze przekonywać. A co chwila dochodzą do mnie informacje także od Kolegow z tego Forum, że tak, że mają Dunhille (jak na razie takie z tych dla mnie za młodych) i że to dla nich nic specjalnego smakowo rzecz biorąc. Ja mam diametralnie inne odczucia a każdy kolejny przybywający mi Dunhilll utwierdza mnie w słuszności kończonej już restrukturyzacji mego małego zbiorku. Dodam jeszcze iż w moim przypadku wybitnie pozytywny smak Dunhilli "gra" w pełni przy paleniu w nich Virginii takich jakie wspomniałem powyżej.

Bardzo się zgadzam, czy inaczej: absolutnie pokrywają się z moją wiedzą notka wspomionająca o różnych garttunkach używanego przez Dunhilla materiału, o potwornym zalewie podróbek, etc... te kwestie nie są mi obce z racji części mych specjalności zawodowych - historia sztuki, konserwatorstwo, zabytkoznawstwo, etc.

Z czystej ciekawości: zbieram najróżniejsze hipotezy na temat daty zarzucenia przez Dunhilla ich technologii Oil Curing; jedni wspominaja o roku 1967 czy o drugiej połowie lat 60tych, a niedawno na ktorymś z for amerykańskich (może u Melvina Schwartza, nie pamiętam) na zadane pytanie do Dunhilla w Londynie Osoba odpowiadająca w imieniu firmy Dunhill odpowiedziała, że tej technologii nie stosuje się - sorry, nie pamiętam ale jakoś od bardzo wielu lat...i nie było żadnego skandalu...snać niewiele Osób się czymś takim wogóle interesuje. O to wszak wpływa bezpośrednio na smak fajki. Ba, ciekawe, ile osób z tych placących spore kwoty za Charatany Lane era przeczytało choćby popularne teksty na temat materiałoznawstwa wrzośca dostępne w internecie.

Z kolei w sklepie przy Jermyn Street 109 w Londynie niektóre fajki Astley's mogą być nadal oil cur'ingowane ('scuse my spelling) o to by trzeba zapytać np. Barry Jonesa alem go od lat nie widział, a nie wzywa mnie już muza dalekich podróży...podobnie mówi sie o Ashtonie a i nie tylko. Sławne ...cured in real honey starych Yello Bole było wykonywane inną technologią, inaczej radziło sobie z produktami kwasu taninowego w obrabianym czy traktowanym tak wrzoścu.

Wiem że smak jest kwestią indywidualną. ale jednak...tylko i wyłącznie walory użytkowe, smak spowodowały że po wielu dziesięcioleciach palenia fajki w końcu przezwyciężyłem niechęć do tzw "szpanu" związanego z marką Dunhill, no i bezlitośnie kończę wyprowadzać z domu wiele posiadanych dotychczas fajek włącznie z kilkoma czy kilkunastoma nie najmłodszymi Charatanami, Barlingami, etc. pozostawiając sobie jako "reprezentację gatunku" po 1-2 egzemplarze kilku tzw. czołowych marek oraz kilka fajek w tym skandynawskich z którymi łączą mnie dawne wspomnienia osobiste, a mam je niekiedy od lat 60, kiedym to zaczął fajkę palić.

Z miłymi pozdrowieniami

Jacek A. R.
Im więcej wolno, tym mniej wypada.
Oli
Pykacz
Pykacz
Posty: 61
Rejestracja: 21 września 2007, 04:12 - pt
Lokalizacja: New York

Re: Moje fajeczki - Beckett

Post autor: Oli » 06 września 2008, 02:20 - sob

OK przyznaje sie ze jestem szczesliwym posiadaczem lakierowanego Peterson 221 jest on piekny maly, miesci sie w kieszeni a lakierowa powloka wybacza wiele... Dla tego nie starlem jej, co prafda moja zona czasem naiwnie pyta , a czemu to sie tak swieci?

Panie Jacku oraz inni Koledzy ze smakiem starych Dunhill to moze tak jak z pytaniem pewnego mistrza Zen. Zapytal On kto powie mi jak wyglada konwalia? (Lily of the Valley) i tu wszystkie rece w gorze, a kto mi opowie jak ona pachnie? Nikt sie nie zglosil.
Moze smak fajek to taka tytoniowa Retina? Zartuje chociaz moze cos w tym jest.
U Melvin Schwartz to przedstawicielka firmy Dunhill odpowiedziala ze Oil Curing zaprzestano w 1920 roku!!!
Ja doskonale rozumiem o czym pan pisze i podzielam Panskie zdanie.
Moj ulubiony tyton to np. Early Morning Pipe, palilem stary Dunhill kiedy tyton przeszedl w rece Murray Sons & Co, Ltd to na poczatku czulem sie zawiedziony a tu teraz ten Orlik. Shock. W rozmowach z przyjaciolmi wielu tak jak i tu na tym forum nowi palacze mowia ha Murray? Orlik? ale ten EMP dobry jaki smaczny itd.
To co postrzegamy to zmiany, to one nas tak bola i nie pozwalaja na jako kolwiek inna ocene. EMP by Orlik mysle ze jest inny ale nie sadze po dluzszym paleniu ze jest gorszy. Jest inny. To podobnie jak czas, ktory istnieje jako wartosc od punktu A do punktu B.
EMP by Orlik jest inny w moim subiektywnej ocenie troche gorszy z porownaniem do orginalu ale jako wartosc sama w sobie jest OK.
Wszystko inne jest chwytaniem odbicia ksiezyca w wodzie. Mowie o sobie.
Glownie postrzegamy zmiany.
Znam stare Yellow-Bole i przyznaje ze ma Pan racje tak jak i w kwesti Oil Curing przez Dunhill ale przyzna Pan Panie Jacku ze zawsze byla duza grupa ludzi ktora z tej metody nie byla az tak zachwycona.
Tak jak i dzisiaj sa dwie grupy od lat spierajace sie o ten slawny Oil Curing i wyzszosc jednego modelu nat innym. Wielu i to dziesiatki lat temu rowniez krytykowali Oil Curing za stwarzanie smaku nie naturalnej slodyczy i orzechowego posmaku.
Fajkowo-Tytoniowa Retina.
Pan Panie Jacku jako artysta wie ze jako ludzie praktycznie nie posiadamy pamieci koloru wiele eksperymetow wiele badan. Nie posiadamy i juz.
A z rozpoznanie odcieni szarosci ? (w kolejnosci) rozoznajemy 5 wliczajac w tym czern i biel.
Pomimo notatek smak starych tytoni to w duzej mierze kreacja mojej wyobrazni i nie ma tragedii te "kreacje" i to czesc mojego swiata lat minionych i obecnych.
A smak dawnych fajek jest smakiem dawnej fajki, smak starego Dunhill jest autonomicznym bytem z roznych wzgledow nie do "podrobienia". Inne byly wtedy tytonie inne czasy, wymagania i ludzie.
Mozna namalowac np. kopie gotyckiej polichromi ale nie mozna zrobic tego w pelni tworczy i pewnie nie nalezy.
Panie Jacku jestesmy tu pewnie wszyscy wyznawcami tego samego Mitu tylko jak to wiadomo z teorii sztuki na poczatku byl obraz a pozniej konceptualisacja, werbalizacja i komunikacja.
Na poczatku byla fajka i tyton a pozniej...
Ceci n'est pas une pipe, This is not a pipe, To nie jest fajka - obraz Magritte przedstawia oczywiscie stuprocentowa fajkie.
A w zasadzie wcale nie fajkie tylko jej reprezentacje tzn. obraz.
Moj stary GBD ktory teraz pale jest reprezentacja wszystkich moich wspomnien i wyobrazen jest widomym znakiem zachodzacych zmian we mnie i poza mna i jest zapachem konwalii i odbiciem ksiezyca w wodzie i ta nie powtarzalnoscia i ta suma wszystkich moich wyobrazen stanowi ze jest moim starym "przyjacielem" i ta nie wyslowiona tesknota za czyms czego juz nie ma albo i nigdy nie bylo tak naprawde. Taka fajkowa ambrosia.
Lub patrzcie Koledzy taki Holy Grail czasem tu przytaczany w opisach tytoni, pewnie nigdy nie istnial, ale nie wiemy tego napewno.
Nigdy nie zdarlem lakieru z nowego Peterson zeby moze nie "mnozyc bytow bez potrzeby"
Opowiadalem mojej zonie jaka to cudna fajka idzie do nas poczta (L. & H. Stern z lat 30- tych) kupilem ja w celu odbycia swoistego Grail Quest stary Oil Cured Dunhill to tez taki - Grail Quest.
Parafrazujac panskie motto "im wiecej mozna tym mniej wypada" moge powiedziec ze - im wiecej moge bez problemu kupic tym wiekszy mam do wszystkiego dystans.

Na litosc nie powtarzalnosci i unikatowosci Sztuki i przerzycia z tym zwiazanego - DZIEKI Niebiosom ze zaprzestali tego Oil Curing, ze Peterson-y lakieruja i ze sprzedali EMP Orlikowi.

Bo majac lub planujac w dalekiej przyszlosci zakupic po Old Jolly Dunhill-u mozemy ruszyc na nasz Grail Quest.

Jak pewien maly czlowieczek HOBBIT- pojdziemy TAM I Z POWROTEM -
The Hobbit or There and Back Again
Po nowe fajki nowe inne ciekawe tytonie - Ye Olde Times.


Tylko pomiedzy nami Panie Jacku - Smoke 'em if you've got 'em.

Pozdrawiam Wszystkich cieplo.
Robert J.G

Przepraszam za dlugi off-topic i wywnetrzenia. ;)
Prosze o ewentualne przeniesienie tego postu gdzies no albo - ostateczne rozwiazanie kwestii, off topic-owej.
Obawiam sie tez ze moze nie bylo tak merytorycznie ale bardziej metafisycznie, ale w dymie fajczarskim zatraca sie wyczucie formy.
Pozdrawiam.
May your bowls always be full my friends. Luck to ya.
Awatar użytkownika
Mariusz Broniarz
Fajczarz
Fajczarz
Posty: 227
Rejestracja: 13 lutego 2008, 00:15 - śr
Lokalizacja: Poznań

Re: Moje fajeczki - Beckett

Post autor: Mariusz Broniarz » 06 września 2008, 07:19 - sob

Ostatnie dwa posty są na tyle ciekawe,że prosiłbym o wydzielenie nowego tematu i przeniesienie ich w to miejsce.
Szkoda by było, by się rozmyły.
"Kto myśli,że może,ten może.A kto myśli,że nie może,ten nie może.To jest nieuchronne,niezaprzeczalne prawo".
Pablo Picasso.
Awatar użytkownika
jar
Moderator
Moderator
Posty: 1642
Rejestracja: 25 listopada 2007, 14:46 - ndz
Lokalizacja: Bydgoszcz
Kontakt:

Re: Moje fajeczki - Beckett

Post autor: jar » 06 września 2008, 20:39 - sob

Na początek: niejako w myśl Przedmówcy - Mariusza Broniarza także sądzę, iż dla nie zaburzania tematu tego akurat wątku dłączam do prośby Pana Mariusza o przeniesienie naszych postów do stworzonego wątku,. Można by go zatytułować na przykład: subiektywne a obiektywne elementy skladające się na nasz odbiór danej fajki, lub jakoś w podobnym charakterze. Oczywistością jest, iż decyzję pozostawiamy Kolegom administrującym nasze Forum.

Ad rem: dla tym staranniejszego nawiązywania do poszczególnych myśli Oli pozwalam sobie nawiązywać do poszczególnych paragrafów Twego pisania. Dobrze ?
OK przyznaje sie ze jestem szczesliwym posiadaczem lakierowanego Peterson 221 jest on piekny maly, miesci sie w kieszeni a lakierowa powloka wybacza wiele... Dla tego nie starlem jej, co prafda moja zona czasem naiwnie pyta , a czemu to sie tak swieci?
Sądzę że starcie powłoki nałożonej świadomie przez producenta - Autora byłoby ingerencją w zamysł, projekt, ideę tego akurat przedmiotu. Jeśli mówię, decyduję się na A, to wiem że wynika z tego B. W tym przypadku - nieodłączną cechą tego akurat obiektu jest fabryczne takie a nie inne wykończenie jego powierzchni.
Panie Jacku oraz inni Koledzy ze smakiem starych Dunhill to moze tak jak z pytaniem pewnego mistrza Zen. Zapytal On kto powie mi jak wyglada konwalia? (Lily of the Valley) i tu wszystkie rece w gorze, a kto mi opowie jak ona pachnie? Nikt sie nie zglosil.
Moze smak fajek to taka tytoniowa Retina? Zartuje chociaz moze cos w tym jest.
I dla mnie to jest bardzo, bardzo ważne dla toku naszego myślenia stwierdzenie. zastrzegając po raz kolejny, iż kroczę po bardzo grząskim gruncie spraw i ocen subiektywnych, pragnę jednakowoż kontynuować, wskazując czy wyliczając pewne elementy, czy punkty, lecz przedtem odpowiem wprost: jako właśnie z pierwszego zawodu i wykształcenia artysta plastyk wręcz nie wyobrażam sobie, aby na podstawie zapachu nie móc stworzyć portretu czy to dwuwymiarowego czy trój- czy czwórwymiarowego - w tym wypadku wonnego obiektu. I ja i moje liczne Koleżanki i Koledzy z np. warszawskiej ASP z lat 60 przechodziliśmy przez cały szereg bardzo podobnych ćwiczeń - np. portret a potem kompozycja wyrazowa na temat danego utworu muzycznego, albo odzwierciedlenie wrażeń smakowych w kompozycji rzeźbiarskiej lub w trybie tzw performance. Poza wszystkim to był trening na narzędzie metafory, jednego z podstawowych narzędzi w serio pojmowanej sztuce.

Nawet w tak subiektywnych sprawach jak sztuka istnieje rozbudowany aparat z zakresu np. teorii sztuki, filozofii sztuki oraz aparat pomocniczy - jak np. systemy edukacji, "treningu" ułatwiające wejście w zagadnienia podstaw kompozycji przedmiotow trójwymiarowych czy czterowymiarowych (czasoprzestrzeń) oraz systemy porządkujące, ułatwiające uświadomienie sobie, nie - CZY się nam coś podoba czy nie, a CZEMU się na przykład Mona Liza podoba się, czy jest uważana za dzieło wybitne do dziś. Podoba się, jest wybitna jako obraz, jako kompozycja malarska i jako dzielo sztuki przekaz artystyczny niosący, a nie poddanie się aspektowi przekazu jakby "literackiego", koncentrującego się i kontynuującego sprawę np. legendy tajemniczego uśmiechu sportretowanej Osoby. Jak wspomniałem są stworzone dla pomocy a nie jako gotowe recepty na tworzenie sztuki także systemy - począwszy od tzw. złotego podziału odcinka po Modulor Le Corbusiera. W zakres takich dobrych "treningów" nie podających recepty: jak stworzyć dzieło sztuki - bo takich recept nie było i nie ma, ale poważnie niekiedy ulatwiających opanowanie podstaw kompozycji, zyskania świadomości, ulatwiających realizację uzdolnień czy talentu "trenowanego" albo inaczej: w warunkach niejako "laboratoryjnych" dla dobra tegoż treningu "rozkłada się" niejako dzieło sztuki na elementy składowe, jak na przyklad: problem kontrastu form, kontrast wiekości, problem ciężaru (optycznego) czyli: element/bryła/kompozycja cięższa - kompozycja lżejsza, stąd krok do pojęć kompozycja dynamiczna - kompozycja statyczna , problem kierunkow, problem naprężeń/napięć, w końcu kompozycje czasoprzestrzenne, uczytelnienie formy złożonej by tak dojść do kwestii Formy Otwartej; jeśli to czyta ktoś z Kolegow plastykow to wie, iż przywołałem tu jakoe przyklady elementy programu prof. Oskara Hansena, który się nota bene także "z powietrza" nie wziął.

Do tego sprawę ulatwia dość mierzalny aparat naukowy - w malarstwie np. kwestie optyki, widzenia, skladowych barw, dzieki czemu wchodząc ćwierć wieku temu w używanie komputerów tacy plastycy nie mieli problemów z kwestią RGB, CMYK i innych systemów przedstawiania kolorow, ich składowych, etc. Podobnie wiemy że istniejąca wiedza z zakresu fizjologii smaku pomaga w nauczeniu się dobrego gotowania.

Oczywiście kwestia smaku tegj samej potrawy, czy fajki jest finalnie sprawą subiektywną, natomiast całe moje doświadczenie wskazuje na pomocną rolę wiedzy w wyrabianiou sobie własnego zdania, smaku na dany temat. I tu właściwie można by zakończyć wracając do spraw fajek: jasne że kwestia oceny jakości danego egzemplarza jest finalnie sprawą subiektywną, tak jak proces poznania jest subiektywny, ale nie sposób mi nie docenić roli narzędzi wiedzy, narzędzi nauki w finalnym rozpoznaniu a więc i ocenie jakości rozpoznawanej rzeczywistości, przedmiotu, tu - akurat fajki.
U Melvin Schwartz to przedstawicielka firmy Dunhill odpowiedziala ze Oil Curing zaprzestano w 1920 roku!!!
Tak, myślałem o tym forum i poście, lecz to jest właśnie jeden z elementów powodujących że tacy jak ja wolę unikać obecnych produktow firm, zatrudniających obecnie osoby o takich jak ta Pani kompetencjach. Z czysto ludzkiej sympatii mam nadzieję, że nie straciła z tego powodu pracy. A ja nadal poszukuję danych na ten temat.
Ja doskonale rozumiem o czym pan pisze i podzielam Panskie zdanie.
Moj ulubiony tyton to np. Early Morning Pipe, palilem stary Dunhill kiedy tyton przeszedl w rece Murray Sons & Co, Ltd to na poczatku czulem sie zawiedziony a tu teraz ten Orlik. Shock. W rozmowach z przyjaciolmi wielu tak jak i tu na tym forum nowi palacze mowia ha Murray? Orlik? ale ten EMP dobry jaki smaczny itd.
To co postrzegamy to zmiany, to one nas tak bola i nie pozwalaja na jako kolwiek inna ocene. EMP by Orlik mysle ze jest inny ale nie sadze po dluzszym paleniu ze jest gorszy. Jest inny. To podobnie jak czas, ktory istnieje jako wartosc od punktu A do punktu B.

Oj, tutaj sprawę rozumiem lecz od zawsze inne spojrzenie jest mi bliskie.
Znam od zawsze argument: nowe jest zagrażające, ludzie się boją i stąd nie chcą nowego. Z taką argumentacją jestem, powiedzmy, oswojony, natomiast samemu nie dzielę na stare/nowe a na dobre/nie tak dobre. Jasne że zawsze trzeba być otwartym na nowości, wszelako winna temu towarzyszyć refleksja: czy jest to zaledwie nowinka powstała na skutek zabiegów marketingowych, czy jest to nowy i lepszy produkt, sposób, etc. Oczywiście starannie dobieram, uświadamiam sobie katalog kryteriów wedle których coś jest dla mnie dobre, a co mniej dobre - choćby w porównaniu do obecnie istniejącej sytuacji. Pragnę uniknąć generalizacji, przywoływania znanej zasady Kopernika-Grishama mówiącej iż zły pieniądz wypiera dobry pieniądz w odniesieniu do jakośći produktów. Wszelako z punktu widzenia, kryteriów niezawodności i trwałości obserwuję znaczny spadek trwałości i silny wzrost awaryjności używanych przeze mnie przez ostatnie ćwierćwiecze samochodów osobowych marki Toyota oraz komputerów Macintosh Apple. A nie bardzo przemawia do mnie argument o akceleracji rewolucji naukowo technicznej, wymagającej bezwzględnie wymianę np. komputera co dwa lata dla tak zwanego ZU - Zwykłego Użytkownika; najstarszy a wciąż w bezawaryjnej służbie mój makowy laptop rocznik 1998 znakomicie spełnia swe nieskomplikowane stawiane mu zadania, a do np.pisania wolę go z racji znacznie lepszej dla wielu ludzi klawiatury od moich młodszych i niewątpliwie szybszych, a niestety o innej już zupełnie trwałości maszynek z jabłuszkiem.
EMP by Orlik jest inny w moim subiektywnej ocenie troche gorszy z porownaniem do orginalu ale jako wartosc sama w sobie jest OK.
Wszystko inne jest chwytaniem odbicia ksiezyca w wodzie. Mowie o sobie.
Glownie postrzegamy zmiany.
i jak już pwiedziałem powyżej: oceniamy je in plus lub in minus.
Znam stare Yellow-Bole i przyznaje ze ma Pan racje tak jak i w kwesti Oil Curing przez Dunhill ale przyzna Pan Panie Jacku ze zawsze byla duza grupa ludzi ktora z tej metody nie byla az tak zachwycona.
ależ oczywiście, ale ja cały czas próbuję podkreślić sens używania narzędzi wiedzy w rozeznaniu danej kwestii, mając jak napisałem już powyżej głęboką świadomość i szacunek dla wszelkich wyborów i ocen subiektywnych.
Tak jak i dzisiaj sa dwie grupy od lat spierajace sie o ten slawny Oil Curing i wyzszosc jednego modelu nat innym. Wielu i to dziesiatki lat temu rowniez krytykowali Oil Curing za stwarzanie smaku nie naturalnej slodyczy i orzechowego posmaku.
ależ oczywiście, tyle że ja nie o subiektywnych sporach, a o takich dość mierzalnych parametrach jak np. wyganianie czy neutralizacja kwasu taninowego.
Fajkowo-Tytoniowa Retina.
Pan Panie Jacku jako artysta wie ze jako ludzie praktycznie nie posiadamy pamieci koloru wiele eksperymetow wiele badan. Nie posiadamy i juz.
A z rozpoznanie odcieni szarosci ? (w kolejnosci) rozoznajemy 5 wliczajac w tym czern i biel.
Hm, czy chodzi o niedoskonałość zmysłu wzroku ? wiem o tym nawet nie jako artysta a jako człowiek ktory w ramach studiów artystycznych nauczył się i anatomii w tytm budowy oka, i miał zajęcia z teorii widzenia, barw, widma, etc. Jasne że są osoby o różnych odczuciach zmysłowych tego samehgo bodźca, o różnej wrażliwości. Niemniej sprawa zdaje mi się być ważna, sądząc choćby po ilości zwierzeń na temat "gryzienia w język" jakichś tytoni palonych w jakichś fajkach. A jako artysta właśnie będąc pod wrażeniem pojęcia Picassa "Robotnika sztuki" zawsze staram się oddzielić mity jedne od drugich, a w sztuce przede wszstkim znajdować elementy rzetelnej roboty, od pierwiastka poezji i filozofii poczynając.
Panie Jacku jestesmy tu pewnie wszyscy wyznawcami tego samego Mitu tylko jak to wiadomo z teorii sztuki na poczatku byl obraz a pozniej konceptualisacja, werbalizacja i komunikacja.
No właśnie, znam i kocham mity, mitotronikę, etc., nawt na tym forum w jednej ze swych opowieśći przywołałem pojęcie Wielkiego Ducha Fajki, ale tu by trzeba było wejść w poważne rozważania filozoficzne - ustalić światopogląd i z tego piętra rozmawiać o epistemologii. Wsponę tylko, iż jednym z tematow którym się serio zajmowałem byla komunikacyjna funkcja sztuki, szczególnie ważna tam, gdzie aparat scientyczny jest niewystarczający.

Mity są bardzo ważne, ale trudno mi pozostać na poziomie mitu widząc iż ludzie pod wpływem mitu wydają mierzalne pieniądze na gorszy produkt, ktorego "gorszość" jest mierzalna podstawowym "aparatem mierniczym", czyli choćby gryzieniem w język, czy nieprzyjemnymi doznaniami smakowymi. Mity także mogą być dobre albo nie - w zależności jakie są skutki poddaniu się przekazowi danego mitu.
Na poczatku byla fajka i tyton a pozniej...
Ceci n'est pas une pipe, This is not a pipe, To nie jest fajka - obraz Magritte przedstawia oczywiscie stuprocentowa fajkie.
A w zasadzie wcale nie fajkie tylko jej reprezentacje tzn. obraz.
i to jest ważne, jasne że każdy sobie ustala, co rozumie pod pojęciem fajka. Ja odezwalem się w tym wątku czytając o fajce z wrzośca wykonanej prze nie najmłodszą firmę tak, jak to z jej opisu wynika.
Moj stary GBD ktory teraz pale jest reprezentacja wszystkich moich wspomnien i wyobrazen jest widomym znakiem zachodzacych zmian we mnie i poza mna i jest zapachem konwalii i odbiciem ksiezyca w wodzie i ta nie powtarzalnoscia i ta suma wszystkich moich wyobrazen stanowi ze jest moim starym "przyjacielem" i ta nie wyslowiona tesknota za czyms czego juz nie ma albo i nigdy nie bylo tak naprawde. Taka fajkowa ambrosia.
Moj zbiorek składa się z trzech podzespołów: kilkanaście fajek które mi w życiu towarzyszyły i były świadkami niekiedy ważnych nie tylko dla mnie wydarzeń. Tyle że niektórych z nich teraz właściwie nie palę, bo nie są tak smaczne jak inne.

Podzespól drugi to kilkanaście fajek które repzeze3ntują wiodące marki; są to egzemplarze na ogól z lat 40 do 60 i są na tyle smaczne, że je palę bez specjalnej przykrości w moim systemie kilkudniowej rotacyji.

Podzezspół trzeci, mający być grupą wiodącą, to fajki o najwyższych dla mnie wartościach użytkowych. I w tym kierunku kończe restrukturyzację swego zestawu. Bo palę fajke przede wszystkim dla tego że palę tytoń, że mi palenie bardzo smakuje, a dopiero temu towarzyszy cały aparat nadbudowy - kultury, mitotroniki, atmosfery. To tak jak w sztuce użytkowej.
Lub patrzcie Koledzy taki Holy Grail czasem tu przytaczany w opisach tytoni, pewnie nigdy nie istnial, ale nie wiemy tego napewno.
Nigdy nie zdarlem lakieru z nowego Peterson zeby moze nie "mnozyc bytow bez potrzeby"
Opowiadalem mojej zonie jaka to cudna fajka idzie do nas poczta (L. & H. Stern z lat 30- tych) kupilem ja w celu odbycia swoistego Grail Quest stary Oil Cured Dunhill Grail Quest.
Parafrazujac panskie motto "im wiecej mozna tym mniej wypada" moge powiedziec ze - im wiecej moge bez problemu kupic tym wiekszy mam do wszystkiego dystans.
no i z tego powodu dla uniknięcia takich aspektów pozamerytorycznych przez dziesięciolecia broniłem się przed Dunhillem jak lew. Teraz mając do dyspozycji znacznie skromniejsze środki nie mogę wprost odżałować, że się na restrukturyzację swego zbiorku fajkowego tak późno zdecydowalem.

Jako także zabytkoznawca wiem na pewno, że podstawą zebrania dobrego zbioru czegokolwiek nie są pieniądze a serdeczna i szczera motywacja poparta wciąż poszerzanym zakresem wiedzy. Najwartościowsze przedmioty ze swych zupełnie innych niż fajki zbiorków zebrałem mając np. ca całe zakupy antykwarskie zawrotną wówczas dla mnie kwotę $ 35, historia opisana jest kiedyś w moim cyklu poblikowanym w piśmie Spotkania z Zabytkami, a obecnie jest do przeczytania tu:
http://www.macplug.org/viewtopic.php?id=3438" onclick="window.open(this.href);return false;
Na litosc nie powtarzalnosci i unikatowosci Sztuki i przerzycia z tym zwiazanego - DZIEKI Niebiosom ze zaprzestali tego Oil Curing, ze Peterson-y lakieruja i ze sprzedali EMP Orlikowi.
Bo majac lub planujac w dalekiej przyszlosci zakupic po Old Jolly Dunhill-u mozemy ruszyc na nasz Grail Quest.
Jak pewien maly czlowieczek HOBBIT- TAM I Z POWROTEM - The Hobbit or There and Back Again
Po nowe fajki nowe inne ciekawe tytonie - Ye Olde Times.
Tylko pomiedzy nami Panie Jacku - Smoke 'em if you've got 'em.
Miło mi widzieć wspomnienie J.R. Tolkiena, którego twórczość poznałem na grubo przez jakimkolwiek tłumaczeniem na język polski; cóż, są ludzie wciąż w drodze. I to jest bardzo piękne. Można w dymie fajki się zatracić, ale można też w dymie fajki jako czemuś towarzyszącemu na swoim miejscu innym działaniom lepiej i przyjemniej robić swoje.

jak zawsze

Jacek A. R.
Im więcej wolno, tym mniej wypada.
Oli
Pykacz
Pykacz
Posty: 61
Rejestracja: 21 września 2007, 04:12 - pt
Lokalizacja: New York

Re: Moje fajeczki - Beckett

Post autor: Oli » 07 września 2008, 00:52 - ndz

Drogi Panie Jacku, Drodzy Koledzy.

OK napoczatku przepraszam za nie najlepszy styl i forme i brak tych ogonkow.

Bardzo mi przyjemnie ze jest Pan artsta plastykiem bo tak sie fajnie sklada ze ja rownierz a w takim przypadku wszystko jest mozliwe. :)
Co do tego zapachu konwalii to jasnym jest ze potrafimy to obaj namalowac (wiedzialem ze jest Pan plastykiem) tylko ze zawsze bedziemy poruszali sie w sferze zmyslow, emocji i wybrazen. Obaj namalujemy dwa rozne obrazy ktore dalej beda nastepnie konceptualisowane i werbalizowane przez odbiorce. Opowiesc o fajce Magritte potwierdza tylko to ze nasze obrazy czy opowiadania o fajkach i tytoniach to tylko - dwa rozne sposoby postrzegania i ich zapisy a nie przedmioty same w sobie.
Gliniana fajka daje najwieksza szanse na "palenie" tylko tytoniu ale rzadko tak pale bo lubie ten extra smaczek Dunhill-a czy "czeresniowki" czy fajki wloskiej. Bo lubie ta subiektywnosc ten luksus prywatnosci w tych podrozach w skojarzenia, dumania i wycieczki w krainy w ktorych nikt jeszcze nie byl i nigdy nie dotrze.
A pozniej czytam ze moje rodzynki komus sie kojarzyly ze sliwkami albo vanillja a innemu z "sianem wieziennego siennika" ;) a to znaczy ze kazdy szuka swojej sciezki i swojego szlaku by wspiac sie w sumie na ten sam szczyt kompletnie abstrakcyjnej i calkowicie pozbawionej racjonalnosci sztuce palenia fajki . Dzieki Bogu i dobrym ludziom ze mamy sie gdzie spotkac i te podroze sobie poopowiadac i miec te - dziecieca frajde robienia czegos prawie nie przydatnego do niczego, co w paradoksie calej tej sytuacji wymaga nie lada umiejetnosci i wyrzeczen i pieniedzy.
Wychodzimy w te gory tytoniowe w zwartym szeregu a to do trafiki a to do klubu a pozniej sami i sami i tylko nawolywania gdzies z daleka by odszukac jeszcze jeden Graal i jak prawdziwi wspinacze przerzywamy te momenty euforii wysokogorskiej (przez niektorych postrzegane jako nie dotlenienie) i potrafimy widziec w tym dymie frywolnosci nieopisane i niepojete sliwki zamieniajace sie w rodzynki by te znowu przemienily sie figii.
Chwytamy ten ksiezyc w wodzie by pokazac innym gdzie bylismy i w zdumieniu zauwazamy ze kazdy taszczy ze soba bialego rogala wyimaginowanego przyjaciela.
"Poza rzeczy-wistością nie szukaj już niczego, Bo wistość tych rzeczy jest nie z świata tego." ...
A moja zona wciaz pyta , czemu pale.
Plato i Epistemology - nie poddaje i to swiadomie fajkowych podrozy o tym gdzie bylem i co widzialem rozwazaniom co jest wiedza a co przekonaniem, wiara czy poznaniem nie jezdze do Arles by badac kolor slonecznikow, jaki to on ten kolor jest.
Sa ludzie i wierze im ze byli z "przemyska gruszka" tam gdzie My bylismy z Dunhill-ami bo morze tego to a tego dnia rozluznili sie bardziej i poszybowali wysoko do Latakiowych chmur.
A ze lubie Butz Choquin Pipes bo tata takie palil (jest francuzem) a ze kocham Dunhill bo kocham "Le charme discret de la bourgeoisie" czyli Dyskretny urok burzuazii. ;)
Zartuje ale cos w tym jest, przyznaje.
Nie mozna bylo malowac akademickich portretow bo pszyszli Van Gogh i inni ? nie bo nadszedl pan Daguerre.
I okazalo sie ze nie jest to koniec malarstwa a fotografija to rownierz dziedzina sztuki dla tego troche sie ciesze sie ze cos sie konczy bo naturalnie robi sie miejsce na nowe doznania, smaki i podroze po Wstedze Möbiusa z Dunhillem starym w zebach w zakamarkach Haunted Bookshop czytajac ksiazke o Sztuce Gotyku ktora byla uwazana za sztuke barbarzyncow.
A i zagladam na to forum i z luboscia czytam rowniez i Panskie posty i sie w Panskim Dunhillowym-Sacrum zamyslam jak tu znalesc droge w szendobylskim Profanum.
Pozdrawiam serdecznie.
Robert J.G.

Moze i warto ciagnac ta Wstege Möbiusa w nowym miejscu taka Katedre ulotnosci uroku burzuazii.
A w domu mam stary iMac G3 i trzy nowe Apple do niektorych programow musze o zgroso uzywac PC.
I :D Apple.
May your bowls always be full my friends. Luck to ya.
Awatar użytkownika
jar
Moderator
Moderator
Posty: 1642
Rejestracja: 25 listopada 2007, 14:46 - ndz
Lokalizacja: Bydgoszcz
Kontakt:

Re: Moje fajeczki - Beckett

Post autor: jar » 07 września 2008, 01:46 - ndz

- cóż, jak zawsze bardzo wiele, jeśli nie wszystko zależy od wybranego punktu widzenia, od przyjętej optyki. I od siatki punktów odniesienia - jasne, że gotyk w relacji do pewnych punktów odniesienia może być postrzegany jako sztuka barbarzyńcow, ale w stosunku do innych punktów odniesienia to już nie tak będzie. Właściwie można by ten etap naszej przyjacielskiej rozmowy zrekapitulowac z mego punktu widzenia na przykład tak: bardzo cenię fenomenologie np. Huserla, ale jakoś ona niebiezpiecznie bywa blisko i starszego znacznie solipsyzmu i nowszego egzystancjalizmu Kierkegaarda, a to bardzo smutne widzenie rzeczy bywa...lata temu, w responsie na takie Kierkegaardowskie: "Życie jest próbą indywidualnego przeżycia kategorii absurdalności świata" natychmiast żartobliwie acz bardzo serio strawestowałem : "Życie może być próbą kolektywnego przeżycia kategorii absurdalności świata" - i stąd tym większa wdzięczność temu Forum, że sobie możemy wspólnie pobyć i pogadać, razem "popychając te taczki".

Trudno nie znać i nie cenić i Butz Choquin i Saint Claude, żaluję że dziś chyba mało się mówi o starszym bodaj ośrodku Cogolin. Jak obaj wiemy, wiele fajek sygnowanych tzw.prestiżowymi markami brytyjskimi było wykonywane w Saint Claude. Do moich "prywatnych asów" należy m.inn. parka bardzo dla mnie ładnych w proprcjach canadianów z wrzośca algierskiego, sygnowanych La Fond; jeden z nich jest Made in France, drugi - Made in England.

Od zawsze fajki i fajczarstwo mieści się u mnie jakoś bardzo blisko spraw wina. Tyle że fajkę palę codziennie, a wina codzień nie pijam. Tak, cenię wina wielkie, kocham dobre wina tzw. etniczne ( mieszkając już na stałe w Polosce tylko takie ostatnimi laty pijam) i nic tu mówić nie trzeba w PanaRobertowym towarzystwie, ale zawsze będę pamiętał poranne chodzenie na targ, po ser, warzywa, czasem ryby, i wino takie najprostsze z pojemnika, bezpośrednio "od chłopa" próbowane z obtłuczonego niekiedy kubka i kawałkiem próbowanego sera zagryzione. Poza całym moim dotychczasowym wywodem, w moim podzbiorku nr. 1 jest sobie i zawsze będzie bardzo kitowana czterodolarowa fajka Pimpernel Blue zakupiona w kiosku w ubogiej dzielnicy robotniczej w odległym kraju, która smakowała i nadal smakuje dobrze, a towarzyszyła mi w górach wysokich w czasach mej taternickiej i alpinistycznej młodości. Podobnie canadian Butz Choquin, któremu połamano ustnik podczas wówczas przykrych a patrząc dziś zabawnych wydarzeń po 13 grudnia 1981 roku był i jest dość dobrym "smokerem", aczkolwiek chętniej inne fajki dziś palę.

imac G3...nowoczesna to maszynka :) w wieku mego w pełni sprawnego Wallstreet II aka PDQ (jak wspomniałem wolę na nim pracować niż na Little Alu - PB G4 1.5 GHz, 12", etc); pamiętam długie posiady weekendowe w Bay Area, w miejscowościach przy El Camino Road, tak za Daly City w kierunku Cupertino...przy barbecue i galonowych flaszkach Juan Gallo czy produktach pana Roberta Mondavi...czy niekończące się rozmowy w Berkeley, w księgarenkach i kafejkach przy Telegraph Road, a i tu i tam gadaliśmy na temat komputera "z ludzką twarzą" w przeciwieństwie do ówczesnych maszynek klasy PC pod "gołym" DOS, potem zaledwie pod Norton Commanderem. Już wówczas były czytelne diametralnie różne podejścia obu Steve'ów...finalnie Woźniak przegrał z Jobsem, jakość przegrała z marketingiem, komputer z iPodem i iPhone, i żeby kropki nad i nie stawiać, po prostu kończę na dziś, załączając pozdrowienia pełne szacunku i serdeczności -

Jacek A. R.
Im więcej wolno, tym mniej wypada.
Oli
Pykacz
Pykacz
Posty: 61
Rejestracja: 21 września 2007, 04:12 - pt
Lokalizacja: New York

Re: Moje fajeczki - Beckett

Post autor: Oli » 08 września 2008, 02:25 - pn

Tak sobie dzisiaj pale i mysle i czytam poraz kolejny "Zen and the Art of Motorcycle Maintenance: An Inquiry into Values" czyli tak jakby - Zen i Sztuka obchodzenia sie z fajka: Proba ustalenia wartosci.
Mysle ze kazdy z nas prowadzi taki wewnetrzny dialog sam z soba ale moze i by nie byc posadzony o skrajny solipsyzm uda nam sie tu wspolnie cos ustalic. Czy gdyby zacytowac Pana Jacka "kolektywnie przezyc absurdalnosc swiata" lub chociazby naszych fajkowych zakupow, opini czy mitow naszego hobby. Jako umiarkowany solipsyta zakladam oczywiscie ze fajka jako przedmiot istnieje jako taka chociaz jej byt jest uwarunkowanym fenomenem. ;)

A jak bardzo to mozna bedzie porozmawiac.

Pytanie jest w stylu - kiedy kupujemy fajkie w jakim stopniu zakladamy ze wiemy "cos" o tej fajce a w jakim stopniu wierzymy czy ufamy ze ten wlasnie np. Peterson to bedzie wlasnie TO. Jestem Sybaryta i czesto kupuje fajki dla nazwy, mowie z gory ale pozbede sie kazdej fajki a czesto na tym trace jezeli to nie to czego szukalem. Model modelowi nie rowny wiec Logo Firmy to nie to, egzeplarz nawet tej samej serii - jeden inny od drugiego. Przyklad jeden z wielu firma Dunhill przez wiele lat klamala co do miejsca pochodzenia swojego Briar, czesc Ashton oil curing podobno traci swoje "cudowne" wlasciwosci po okolo 30 paleniach a Dunhill do tej pory nie jest w stanie "przypomniec sobie kiedy zaprzestal oil curing i ktore seriie byly temu poddane.
Tak pewnie zdani jestesmy na prawie tylko metody subiektywne. Pomijam sprawe fatalnych "nawiertow" wypadajacych ustnikow polepszanie bowl "szklem wodnym lub atramentem, moj lakierowany piekny Peterson to prazent od zony wiec nie narzekam.
Pewnie wszystko to wiemy ale czy i jak bez litosnie oceniamy juz kupiony produkt w kwesti nawet nie lakierowanego "paleniska" ale smaku, chloniecia kondensatu itd. a wiec fajki zwrocic nie mozna wpierw musi byc opalona itd.
Ciekawe jak sobie z tym Ladies and Gentlemen radzicie i czy jestescie wstanie dla dobra lepszej sprawy stracic finansowo i fajke sprzedac ?
Czy przyznac ze ten albo inny zakup byl niesbyt udatny ?
Zapytalem mojego przyjaciela (duzy zbior fajek) czy sprzedaje fajki bo byl bym zainteresowany, powiedzial ze - O nie, nigdy. To znaczy ze zawsze jest zadowolony ? zawsze trafil ? Bzdura.
Nie zeby jakies spiskowe teorie ale mozliwe ze zmuszeni bedziemy do zawezenia kregow poszukiwan i okaze sie ze polowa naszych zdobyczy nie spelnia naszych wygorowanych oczekiwan, i co wtedy?
Czy ustalacie Ladies and Gentlemen swoje wartosci, jak wysoko i jakie macie kryterja?

Pale w tym momencie co prawda "wybaczajaca wiele Latakia" ale pale ja w fajce Dr.Grabow "Bart" jest to coprawda bardzo zadki model ale tez i produkcja dla mas z lat 50.
Kupilem ja przez ciekawosc jakosci i za jego nielicznosc (krotka seriia) ale nie spodziewalem sie wiele po paleniu.
Poziom produkcji w tam tych latach byl dosc wysoki ale zawsze mnie zaskakuje swoja klasa.
Fajka dla robotnikow ale wykonanie tego egzeplarza naprawde bardzo dobry - woskowanie, widzialem to orginalne, wlasciciel nigdy jej nie woskowal, waga fajki, piekny i wygodny ustnik wulkaniczny idealnie upasowany, wywazenie fajki, symetria, nawiert i bardzo dobre "oddychanie-schniecie fajki". Fajka oddaje smak tytoniu, jest delikatny posmak slodkowo-orzechowy ale bez wiekszych pretensji - delikatny i przyjemny.
Porownywalem podczas palenia tych samych tytoni w tym samym czasie w roznych fajkach zastosowalem swoja prywatna subiektywna liste wygorowanych "testow" bez litosnie i bez zadnych uprzedzen z "zamknietymi oczami".
Umiescilem te fajke u siebie jako kurjozum ale dobrego "palacza" posiadajacego "Ducha Fajki".
Mialem kiedys fajke z gruszy firmy Brog powiem delikatnie ze ... gdzies mi sie zawieruszyla.
Ciekawy jestem a nie pytam tu poczatkujacych fajczarzy ale "dlugodystansowcow" czy i czemu kupuja krajowe fajki za w sumie nie male pieniadze. Czy to potrzeba rotacji ? atrakcyjne orginalne proporcje i ksztalty czy wspomnienia czy patryjotyzm a jezeli to czy tez palicie je Panstwo czasem.
Tak wiec czy macie i podnosicie wymagania a jezeli to jakie kryterja stosujecie, w sumie malo tu mozna znalesc takich opini, przewazaja typu "ladny bencik" no moze i ladny ale czy jego jedyna funkcja jest ze tylko ladnie lub fikusnie zwisa ? Lub "ladne drewienko" zapewne tyle ze malo jest opinii juz po doprowadzeniu tego "drewienka" do absolutnej wizualnej perfekcii jak sie w nim pali, i czy porownujecie wtedy fajki z jakims swoim wzorcem nie czytalem wszystkich postow ale w sumie to chyba nie wiele spotkalem opini zeby ktos napisal ze wlasnie zakupiony nowy np. Vauen jest calkowitym nie porozumieniem i jest do odsprzedania lub na wymiane na uzywane dwie fajki dobrej firmy z godnego okresu.

Bo mnie sie to zdarza dosyc czesto. Wiem ze nie bedac z Polski jest mi trudniej o to pytac ale z drugiej strony to jak nie ja to kto ? ;) Lata temu trafil mi sie jeszcze jakis Kulpinski ale ten konkretny egzemplarz no coz byl jaki byl, Pan Jacek JAR "boi sie" nowych Dunhill a ja eksperymentowac z Polskimi fajkami gdzie a za ta sama cene kupie prawie nie-uzywane moje ulubione cudenko BBB ktore przejdzie prawie napewno (ha, a moze nie) moje testy.
Pozdrawiam Serdecznie.
Robert.

P.S. Solipsyzm poddany krytyce.
May your bowls always be full my friends. Luck to ya.
Oli
Pykacz
Pykacz
Posty: 61
Rejestracja: 21 września 2007, 04:12 - pt
Lokalizacja: New York

Re: Subiektywne a obiektywne elementy skladające się na nasz odb

Post autor: Oli » 08 września 2008, 21:56 - pn

OK w sumie pewnie rownie dobrze moge odpowiedziec na ten post ja rowniez. ;)
To tak krociutko.
Otoz kiedy kupie nowa fajke, kiedy jest opalona lub uzywana pale ja i porwnuje do tego samego tytoniu palonego w tzw. gliniance. Czasem robie tak ze pale obie fajki "rownoczesnie". Robie tez tak ze np. Latakia pale w fajce nowej i fajce "wzorcu" moim starym Sasieni ktory ten egzemplarz jest dla mnie najlepszy do Latakia. Moze nawet nie dla tego ze bez tego bym nie wiedzial czy fajka mi smakuje ale zeby lepiej uchwycic jej smak, bo fajka moze mi smakowac inaczej, ciekawiej i wtedy latwiej o porownanie i "prze-kontemplowanie" jej niuansow.
Jasne ze czasem porownuje wrzosiec np. z sardyni do fajki mojego kanonu z sardyni itd. Wszystko poto zeby bylo wiecej zabawy no i by uchwycic charakter danego egzemplarza. Porownuje wybalansowanie fajki, wzor wrzoscica itd. Bardzo czesto jest tak ze fajki ktore komus nie smakowaly i mi je chetnie odsprzedal sa moim kanonem tak ze niema regoly.
Kolekcjonerem nie jestem kupuje czasem jakas ciekawa fajkie bo np. jest z NY albo "patrijotycznie" bo jest wczesnym modelem amerykanskim, raczej unikam fajek ktorych nie bede palil ale takie tez mam ze jest ciekawa czy zabawna ale do palenia to sie nie nadaje. A tak czesto bywa z produkcja niektorych wielkich firm z US.
Przeszly przez moje rece sporo fajek i tyle sie nauczylem ze egzemplarz kazdy jest inny moze troch tak jak z winem kazdy rocznik jest inny a nawet te roznia sie troche pomiedzy soba.
Janigdy w zasadzie nie mialem okazji byc w Polsce ale nie raz mnie naszla chec by fajki z Polski kupic te ktore widzialem byly poziomu wiekszosci serii Dr.Grabow a np. Brog tu kosztuje $20 a za te pieniadze pare dni temu kupilem okazyjnie stare GBD. Mialem kiedys egzemplarz gruszki palil sie niezle nawet ale ustnik mial jak z gumy, ale to bylo wiele lat temu teraz zapewne jest inaczej, zato ze 20 pare lat temu to smakowaly mi Polskie papierosy Gewont i inne. Zawsze ciekafilo mnie czemu Polska kraj tak znany z rekordow fajczarskich w sumnie jest prawie nie znany tu US ale i na kontynecie tez ze swoich fajek, tu dopiero je zobaczylem tylko ze malo opisow jak sie pala. Cos troche podobnego do opisow tytoni. Po kilka miesiecy w roku jestem we Fransji i tam tez sie rozmawia o fajkach jak o tytoniach i w sumnie nie jest to Tabu.
A jeszcze fajka ktora opisywalem "Bard" kosztowala $15.

No i tyle, przepraszam za jezyk, znam go w sumie biernie a uczyla mnie moja mama.
Robert
May your bowls always be full my friends. Luck to ya.
Oli
Pykacz
Pykacz
Posty: 61
Rejestracja: 21 września 2007, 04:12 - pt
Lokalizacja: New York

Re: Subiektywne a obiektywne elementy skladające się na nasz odb

Post autor: Oli » 12 września 2008, 18:23 - pt

Przyznam ze posty JARa przyciagnely i zatrzymaly mnie na tym forum (na drugim miejscu jest Hobbit)
A ze pale duzo a palenie sprzyja co najmniej jakiejs refleksji zastanawialem sie czemu. Znam wielu znawcow, kolekcjonerow, historykow fajki itd. dzisiaj jest tak latwo znalesc informacje na internacie,ksiazkach, czasopismach itd. zreszta JAR tez z nich korzysta.
W dzisiejszych czasach nie jest problemem zdobyc informacje tylko problemem jest ja zrozumiec, pogodzic sie z nia i tylko wtedy mamy szanse ze stanie sie ona nasza madroscia a nie tylko wiedza. I to osobiste zrozumienie jest tajemnica i madroscia Pana Jacka.
"Upadaja krolestwa i rzady a fajka trwa"
Pogodzic sie z informacja to mysle pogodzic sie z faktami ze z roku na rok z dekady na dekade wszystko w Fajczarstwie nie ze upada ale sie zmienia.
Zmiana to w naszym slowniku slowo zabarwione negatywnie ale nie koniecznie
.
W poprzednim poscie dyskutowalem z Panem Jackiem na temat jakosci fajek Dunhill i moje stanowisko bylo takie ze sa one tej samej jakosci co dawniejsze. Myslalem o tym przez te iles tam wypalonych fajek odtamtego dnia. Biorac pod uwage narzedzia obiektywnych i naocznych zmian w obecnych Dunhill, zmienilem
swoje zdanie po paru dniach na to - ze ta nowe sa prawie tak dobrze wykonane jak dawniej... a le nie tylko.
W tej sprawie uczynilem jakis postep i przyznaje ze moja opinia byla oparta glownie na checi obrony "obecnego"

W kwestii smaku natomiast natknolem sie na pewna trudnosc. Mianowicie nigdy nie opalalem dziewiczego Dunhill starszego niz powiedzmu ok. 40-50 lat. Wszystki ktore palilem byly juz opalone lub nowe, wiec pytanie jest -ze trudno jest mi porownac dzisiejszego Dunhill z nigdy nie opalanym 50-letnim. Nawet gdyby taki sie zdarzyl to "lezakowana" fajka jej oil curing itd. wnosi nowa wartosc ktorej jako nowa nie posiadala.
Zakladam ze gdyby w jakis sposob mozna bylo takie porownanie wykonac to ocena wypadla by na plus jednak dla starych
Dunhill jednak nie to jest sednem sprawy i moim glownym odkryciem w "sporze" z Panem Jackiem.
Moim najwiekszym odkryciem bylo to ze w zasadzie nie mamy do czynienia tylko ze starym np. Dunhill jako przyczynek do historii, duzej wartosci materialnej, obiektem kolekconerskiego poszukiwania itd.
Mysle ze mamy doczynienia ze stara fajka ktora poprzez swoj wiek i procesy palenia jest w pewnym sensie nowa wartoscia.

Majac doczynienia z obiektem historycznym mamy oczywiscie ten smak historii itd. ale rowniez fajkie ktorej procesy takie czy inne nadaly paradoksalnie nowa wartosc nie do podrobienia przez obecna produkcje Dunhilla czy innej firmy. Mysle ze slusznie Pan Jacek upatruje glownej przyczyny w oil curing ktorego jeden z celow byl wlasnie taki. Przygotowac fajke na dziesiatki lat dojrzewania i uszlachetniania drewna i palacza.
Nikomu nie trzeba bylo by tlumaczyc tego procesu "lezakowania" w przypadku wina.
Pewna wskazowka byly moje przemyslenia na temat sztuki, przedmioty codziennego uzytku, przedmoty zwyczajne zamieniaja sie w przedmioty nadzwyczajne godne naszego najwiekszego zachwytu. Zmiany chemiczne farb z panelowego malarstwa gotiku znamy ogolnie mowiac, prawie tylko dzieki wyobrazni czy komputerowej symulacji. Praktycznie dla tego dzisiejszy diabel malowany jest na czarno w sredniowieczu byl np. brazowy lub zielony.
Przedmiot muzealny jako Perpetuum Mobile. A malarstwo impresjonistow ? brak pieniedzy na dobre farby, brak czesto wiedzy i nowosci w produkcji farb w tubach - zmiany.
Ale najwieksza wolta od fajki do malarstwa to historia malarstwa tzw. holenderskiego, ktore po odnowieniu zdjeciu werniksow dalo orginalne malature ale wywolalo tak duzy szok i protesty u publicznosci ze musiano zaprzestac wszelkich "powrotow do orginalnosci.
Wracajac do fajki to mysle ze nasze stare Dunhill czy inne posiadaja wartosc "smaku" ktorej nie posiadaly w chwili
produkcji takie "super ego" nie do osiagniecia w zaden inny sposob.

Mysle ze dostajemy w starych fajkach rowniez nowa wartosc, i w jakims sensie jest to przedmiot ktory moze byc uwazany za w pewnym sensie za nowy, dlatego ze zmienil pewne niektore pierwotne cechy.
Mysle ze np. 50-letnie GBD dzisiaj ma cechy smakowe ktorych nie mialo w chwili produkcji oczywiscie in plus, i mysle ze w przypadku wielu firm byl to proces swiadomy. Wytworzyc produkt ktory bedzie dorastal wraz z nami.
Moje przemyslenia sa takie ze jakakolwiek by nie byla dzisiejsza produkcja np. Dunhill to sedno sprawy jest takie ze mamy dzisiaj doczynienia z produktem np. 40 letniego Dunhilla ktory jest w ustawicznym procesie kreowania, proces ten szlachetnieje z kazdym rokiem i tak jak w przypadku wina przybiera na sile.
Mysle tu w tym momencie ze dopuki nie jestesmy w pelni swiadomi tego procesu kreowania jako nowej wartosci to tzw. "stara fajka" bedzie tylko lokata pieniedzy, dobrym smakiem starej fajki itd. a nie rowniez "nowym" produktem ktore w tym przypadku jest nie do imitacji.

Stare GBD czy np. Dunhill jest w zasadzie ustawicznie "nowym" produktem i porownywanie tego "dojrzalego" produktu (pomijajac sprawe dzisiejszej miernej jakosci wykonania) z orginalem z przed powiedzmy 40-lat jest tylko wtedy uprawnione jezeli zalozy sie (jak to zrobil Pan Jacek) ze to owe dojrzewanie bylo zaplanowane. A oczywiscie bylo, to wtedy uzyskujemy nowa wartosc w ocenie dawnych produkcji.

To tak jak by niektore roczniki starych win okreslac tylko jako smak starego wina a nie jako zalozony przez naszych przodkow process w wyniku ktorego my dzisiaj mamy skonczony czy moze raczej nie konczacy sie nigdy tworczo kreowac produkt.
Opowiadal mi ktos ze dostal kilka dziesiat lat wczesniej fajke na chrzcie, Norweg z pochodzenia, i ta fajka dorastala wraz z nim.
To smak ale i nie tylko.
Przedemna stoi BBB Virgin czyli fajka ktora nie byla malowana czy woskowana do sprzedazy, po 60 latach jest nadal zywym produktem? nie tylko, mysle ze jest w jakis sposob produktem "magicznym". 60 lat dotykania rekami, w tym przypadku mojego Tata, zmusza do refleksji nie tylko w gatunku myslenia przez pryzmat Dremelka ale nad zyciem, jego tak zwanym sensem i znakami przemijania a wlasciwie trwania zamknietego w
przedmiocie jako pewnym jego tego naszego przemijania symbolu.
Nie kazdy ma Château po przodkach ale mamy chociazby fajkie po Dziadku czy Ojcu a jezeli nie to zawsze mozemy kupic porzadna stara fajkie o nie porownywalnym smaku i zapachu, fajke ktora dojrzewala z nami. Ujely mnie bardzo zdjecia fajki marki PRL (przyznam ze nie znam firmy) Hobbita po Swoim Tacie i mysle ze nie ma sumy za ktora mozna by kupic takie
wspomnienia, i nawet jezeli fajka Hobbita nie jest Dunhill-em to podlega podobnym zalozeniom wlasnie poprzez ocalenie jej i pamieci z tym zwiazanej, to kolo historii i naszego dojrzewania i swiadomego kreowania moze sie obrocic nie psujac wszystkiego dookola
Jak wiemy z teorii estetyki (procesu tworczego) autor nie musi byc swiadomy wszystkich aspektow tego procesu ale (jak np. Van Gogh) musi autor byc i zawsze jest, kiedy taki proces ma miejsce, wydarzania sie czegos powiedzmy przynajmniej nie-codziennego.

A czym u licha innym ma byc tzw. palenie fajki.
I takie to impresje moga wyniknac po dyskusjii z Panem Jackiem, czytaniem Forum i smaku Latakii w "ludzkiej fajce" w pewien sposob ktorej wspol-tworca byl moj Tata.
W przeciwienstwie do polityki wszystko zalezy tu tylko od nas, chodzi o to zeby zobaczec, jak to postuluje Pan Jacek czy pokazuje kolega Hobbit - cos wiecej w fajkach ktore kupujemy niz tylko Brand Name ale cos wiecej rowniez w Nas samych.
Zmiany w percepcji fajki to nie koniecznie starcie starego barwnika, ktorego nigdy nie robie moze z lenistwa ale cos jeszcze - a to robie wyciagniety na kanapie z kieliszkiem wina z Côtes de provence i w zasadzie nic to nie kosztuje.

Panie Jacku zeby sprawic Panu nie spodzianke to powiem ze I po skonczonych 3 latach Histori Sztuki w Boston University przenioslem sie z sukcesem na studia na wydzial Fine Arts tak ze jako nie doszly historyk mam taka wielka refleksje o tworczej, sprawczej sile wiedzy o historii. A co do tego ma Sztuka Palenia Fajki - to juz Pan wie najlepiej.
Z wyrazami Szacunku dla Pana i calego Forum.
Robert J.G.

Mysli troche chaotycznie spisywane, mysle dlugo ale pisze dosc impulsywnie, ja musze czesto sobie wyobrazac jakie to
dokladnie obrazy kryja sie za Polskimi slowami, ostatnio pomylilem slowo kolaboracja, kolaborowac ze wspolpraca. Tak ze pomaga mi moja Mama Miriam.
May your bowls always be full my friends. Luck to ya.
Awatar użytkownika
jar
Moderator
Moderator
Posty: 1642
Rejestracja: 25 listopada 2007, 14:46 - ndz
Lokalizacja: Bydgoszcz
Kontakt:

Re: Subiektywne a obiektywne elementy skladające się na nasz odb

Post autor: jar » 13 września 2008, 10:15 - sob

Panie Robercie, wprost nie sposób nie odpowiedzieć obszernie w nawiązaniu do kilku wręcz kapitalnych myśli które czytam w Pańskim poście. Zajmie mi to niestety troszkę czasu, a więc teraz, aby nie pozostawić Pańskiego dla mnie bardzo interesującego i wiele wnoszącego tekstu bez natychmiastowego odzewu, załączam tylko pozdrowienia pełne szacunku i serdeczności, a dla Pańskiej Mamy staroświeckie polskie ucałowania rąk, no i serdeczne pozdrowienia dla Panskiego Ojca -

jak zawsze

Jacek A. R.

PS. mam tą wielką radość znać w świecie realnym Kolegę Hobbita, widujemy się ostatnio co tydzień na formalnych lub mniej formalnych spotkaniach bydgoskiego Pipe Klubu. Z radością widać, jak powoli, z uśmiechem, roztropnie poszerza on zakres swej wiedzy o fajkach.
Im więcej wolno, tym mniej wypada.
JSG
Fajczarz Weteran
Fajczarz Weteran
Posty: 2479
Rejestracja: 19 stycznia 2008, 20:28 - sob
Lokalizacja: Blanki-Warszawa-Wołomin
Kontakt:

Re: Subiektywne a obiektywne elementy skladające się na nasz odb

Post autor: JSG » 13 września 2008, 11:45 - sob

Zupełnie nie czuję się na siłach- w sensie braku odpowiedniej wiedzy z zakresu fajczarstwa i fajkarstwa oraz historii wzornictwa- by brać udział w tej dyskusji, jednak chciałbym wtrącić kilka, skromnych, może mało istotnych uwag do kilku akapitów ostatniej wypowiedzi Oli
Oli pisze:Przyznam ze posty JARa przyciagnely i zatrzymaly mnie na tym forum (na drugim miejscu jest Hobbit)
A ze pale duzo a palenie sprzyja co najmniej jakiejs refleksji zastanawialem sie czemu. Znam wielu znawcow, kolekcjonerow, historykow fajki itd. dzisiaj jest tak latwo znalesc informacje na internacie,ksiazkach, czasopismach itd. zreszta JAR tez z nich korzysta.
W dzisiejszych czasach nie jest problemem zdobyc informacje tylko problemem jest ja zrozumiec, pogodzic sie z nia i tylko wtedy mamy szanse ze stanie sie ona nasza madroscia a nie tylko wiedza. I to osobiste zrozumienie jest tajemnica i madroscia Pana Jacka.
"Upadaja krolestwa i rzady a fajka trwa"
Pogodzic sie z informacja to mysle pogodzic sie z faktami ze z roku na rok z dekady na dekade wszystko w Fajczarstwie nie ze upada ale sie zmienia.
Zmiana to w naszym slowniku slowo zabarwione negatywnie ale nie koniecznie
Do oceny zmiany na lepsze/gorsze potrzebna była by wiedza o wartościach danego przedmiotu z okresu jego wytworzenia, jak piszesz dalej nawet nie używana fajka sprzed 40lat, przez czas jaki przeleżała, przez czynniki zewnętrzne i wewnętrzne procesy chemiczno fizyczne, nie jest tą samą fajką co 40 lat temu, do oceny jej jakości potrzebny jest znawca który miał kontakt z tym przedmiotem 40 lat temu i jakoby wróci do podobnego modelu teraz.
Podstawową jednak wadą takiej oceny jest subiektywność, oraz związana z nią zmiana tak fizyczna jak i psychiczna odbiorcy.


W poprzednim poscie dyskutowalem z Panem Jackiem na temat jakosci fajek Dunhill i moje stanowisko bylo takie ze sa one tej samej jakosci co dawniejsze. Myslalem o tym przez te iles tam wypalonych fajek odtamtego dnia. Biorac pod uwage narzedzia obiektywnych i naocznych zmian w obecnych Dunhill, zmienilem
swoje zdanie po paru dniach na to - ze ta nowe sa prawie tak dobrze wykonane jak dawniej... a le nie tylko.
W tej sprawie uczynilem jakis postep i przyznaje ze moja opinia byla oparta glownie na checi obrony "obecnego"
Tu należało by się zastanowić- zresztą miałem wraz z jeszcze jednym fajczarzem okazję z p. Jackiem przy herbacie na ten temat dyskutować, czym jest produkt który się zmienił dla aktualnego odbiorcy. Może prostszy będzie przykład tytoniu niż fajki, powiedzmy czerwona Amphora. Osoba która miała styczność z tym tytoniem 20/30lat temu ma oni pewne wyobrażenie, dla niego obecny produkt będzie gorszy od poprzedniego, ale dla osoby która wchodzi w świat fajki, lub najzwyczajniej poraz pierwszy sięgnie po czerwoną Amphorę, to obecny smak i jakość mieszanki będzie wyznacznikiem jakości i smaku Amaphory. Nie ma on szans na spróbowaniu tytoniu sprzed lat więc nie pozna innej czerwonej Amphory. Podobnie jest z fajkami. Nie mamy możliwości palić w fajkach sprzed 40lat- oczywiście nie mamy w sensie dalszych od tego cytatu rozważania Oliego o tym że 40 letnia fajka nie jest wyznacznikiem jakości fajki sprzed 40lat tylko fajki 40 letniej. Zatem obecny Danhil jest wyznacznikiem jakości i smaku Danhila.

Mysle ze mamy doczynienia ze stara fajka ktora poprzez swoj wiek i procesy palenia jest w pewnym sensie nowa wartoscia.

Jak dobra brendy czy wino- zresztą zdaje się że chemicznie proces dojrzewania tych trzech używek jest zbliżony, odpowiedzialne za to są podobne związki organiczne.
Majac doczynienia z obiektem historycznym mamy oczywiscie ten smak historii itd. ale rowniez fajkie ktorej procesy takie czy inne nadaly paradoksalnie nowa wartosc nie do podrobienia przez obecna produkcje Dunhilla czy innej firmy. Mysle ze slusznie Pan Jacek upatruje glownej przyczyny w oil curing ktorego jeden z celow byl wlasnie taki. Przygotowac fajke na dziesiatki lat dojrzewania i uszlachetniania drewna i palacza.

[...]
Stare GBD czy np. Dunhill jest w zasadzie ustawicznie "nowym" produktem i porownywanie tego "dojrzalego" produktu (pomijajac sprawe dzisiejszej miernej jakosci wykonania) z orginalem z przed powiedzmy 40-lat jest tylko wtedy uprawnione jezeli zalozy sie (jak to zrobil Pan Jacek) ze to owe dojrzewanie bylo zaplanowane. A oczywiscie bylo, to wtedy uzyskujemy nowa wartosc w ocenie dawnych produkcji.
Nie kazdy ma Château po przodkach ale mamy chociazby fajkie po Dziadku czy Ojcu a jezeli nie to zawsze mozemy kupic porzadna stara fajkie o nie porownywalnym smaku i zapachu, fajke ktora dojrzewala z nami. Ujely mnie bardzo zdjecia fajki marki PRL (przyznam ze nie znam firmy) Hobbita po Swoim Tacie i mysle ze nie ma sumy za ktora mozna by kupic takie
wspomnienia, i nawet jezeli fajka Hobbita nie jest Dunhill-em to podlega podobnym zalozeniom wlasnie poprzez ocalenie jej i pamieci z tym zwiazanej, to kolo historii i naszego dojrzewania i swiadomego kreowania moze sie obrocic nie psujac wszystkiego dookola
Mam taką fajkę, ale nie bardzo wierze by wartość sentymentalna przynosiła jakieś wymierne korzyści, łatwiej wierzyć w to że ta bardzo niskiej próby fajka miała okazję przez 20lat przez mojego ojca a potem przez 5lat przeze mie być palona barbarzyńsko, co w moim odczuciu jedynie jej pomogło, choć może wyda się to idiotycznym pomysłem takie jest moje odczucie, trudne do zwerbalizowania, jak z pospolitego real brair z lat 80tych może wyłonić się fajka o bardzo dobrym smaku, pomimo jak pisałem fatalnego traktowania przez lata- aż korci stwierdzenie "siła wyższa" ale w to mi trudno uwierzyć.
Jak wiemy z teorii estetyki (procesu tworczego) autor nie musi byc swiadomy wszystkich aspektow tego procesu ale (jak np. Van Gogh) musi autor byc i zawsze jest, kiedy taki proces ma miejsce, wydarzania sie czegos powiedzmy przynajmniej nie-codziennego.
Znów zastanawiam się czy rzemieślnik z pierwszej połowy XXw, żyjący w ciężkich czasach, miał aż tak ulotne problemy.
A czym u licha innym ma byc tzw. palenie fajki.
I takie to impresje moga wyniknac po dyskusjii z Panem Jackiem, czytaniem Forum i smaku Latakii w "ludzkiej fajce" w pewien sposob ktorej wspol-tworca byl moj Tata.
W przeciwienstwie do polityki wszystko zalezy tu tylko od nas, chodzi o to zeby zobaczec, jak to postuluje Pan Jacek czy pokazuje kolega Hobbit - cos wiecej w fajkach ktore kupujemy niz tylko Brand Name ale cos wiecej rowniez w Nas samych.
Zmiany w percepcji fajki to nie koniecznie starcie starego barwnika, ktorego nigdy nie robie moze z lenistwa ale cos jeszcze - a to robie wyciagniety na kanapie z kieliszkiem wina z Côtes de provence i w zasadzie nic to nie kosztuje.
Choć nie ładnie komuś zaprzeczać zaprzeczę sam sobie, bo różnica pomiędzy wartością a techniczną- o czym pisałem wyżej w kontekście fajki po ojcu, wartością jest znacząca jednak trudna do ubrania w słowa.
Każda fajka która do nas trafia, a nie jest tylko przedmiotem muzealnym po pewnym czasie zyskuje swoją własną historię, kiedy biorę do ręki tą czy tą fajkę przed oczyma staje mi taka czy inna opowieść z nią związana, czasem to będzie wysokogórska przygoda a czasem zwykły spacer pod parasolem po Nowym Świecie, im fajka jest w naszych rękach dłużej tym tych opowieści przybywa a fajka staje się ulubioną lub nie. Fajki po ojcu, dziadku, wujku czy od przyjaciela mają tą przewagę nad fajkami nowymi i fajkami z przysłowiowego pchlego targu, że znamy również ich przygody z poprzedniego życia, dzięki temu ich życie jest nie tyle nowe co jak by jest kontynuacją.

Od porannej herbaty i półwiecznego Charatana serdecznie pozdrawiam J.S.G.
Ostatnio zmieniony 14 września 2008, 11:19 - ndz przez JSG, łącznie zmieniany 1 raz.
moim cholernie subiektywnym zdaniem
----------------------------------
Amatorska Pracownia Wytwarzania i Reperacji Fajek
Oli
Pykacz
Pykacz
Posty: 61
Rejestracja: 21 września 2007, 04:12 - pt
Lokalizacja: New York

Re: Subiektywne a obiektywne elementy skladające się na nasz odb

Post autor: Oli » 13 września 2008, 14:15 - sob

Mozliwe ze jestem zabardzo tzw. easygoing czyli taki zrelaksowany ale jestem calkowicie przekonany ze wszystko co nam potrzeba to fajka i jak to ktos napisal "spokojne miejsce do palenia". Pan Jacek powiedzial slowami Giacometti ze "najpierw sie jest dobrym czlowiekiem, pozniej poeta a na koncu artysta". Mysle ze zbyt czesto czujemy lek czy wrecz strach przed "wlasnymi rozwazaniami" przed bojawiem jakims takim odejsciem od rutyny, od tego co znane i bezpieczne. Jak juz gdzies napisalem, palenie fajki jest samo w sobie paradoksem i takim good-for-nothing zupelnie abstrakcyjna aktywnoscia( tak jak filosofia :) ) tak ze w tej materii wszyscy maja szanse a nawet powinni sprobowac odrobiny "czegos wiecej, dalej czy ;) glebiej" niz pieknie ozdobiony, dobrze znany i jakzesz poreczny kołeczek do ubijania tytoniu. Wielka wiedza do tego nie potrzebna tylko fajka i spokojne miejsce...
Robert.
May your bowls always be full my friends. Luck to ya.
JSG
Fajczarz Weteran
Fajczarz Weteran
Posty: 2479
Rejestracja: 19 stycznia 2008, 20:28 - sob
Lokalizacja: Blanki-Warszawa-Wołomin
Kontakt:

Re: Subiektywne a obiektywne elementy skladające się na nasz odb

Post autor: JSG » 13 września 2008, 14:35 - sob

Oli pisze: Mysle ze zbyt czesto czujemy lek czy wrecz strach przed "wlasnymi rozwazaniami" przed bojawiem jakims takim odejsciem od rutyny, tak jak juz gdzies napisalem, palenie fajki jest samo w sobie paradoksem i takim good-for-nothing zupelnie abstrakcyjna aktywnoscia ze w tej materii wszyscy maja szanse a nawet powinni sprobowac odrobiny "czegos wiecej, dalej czy ;) glebiej" niz pieknie ozdobiony dobrze znany i jakze poreczny kołeczek do ubijania tytoniu. Wielka wiedza do tego nie potrzebna tylko fajka i spokojne miejsce...
Robert.
W paleniu fajki jednak obowiązuje kilka zasad- by właśnie paradoksalnie nie palić fajki a tytoń którym została nabita, te zasady są niezmienne i prędzej czy później każdy dochodzi do nich swoimi własnym drogami lub drogą przez kogoś wskazaną, kiedy tą drogę wskazuje wielu staje się pewną regułą, po jakimś czasie funkcjonowania- szczególnie dziś w dobie tak szybkiej wymiany informacji staje się to dla niektorych nie czyjąś prywatną preferencją a żelazną zasadą którą próbują narzucać innym jako jedyną słuszną drogę- wymiana informacji prawie zawsze działa jak głuchy telefon w który dzieci bawią się w przedszkolu pierwsze dziecko powie "fajka pali się dobrze" ostatnie usłyszy "w kufajce* jest chłodno"

Wynika z tego jeszcze jedna rzecz wiążąca się z funkcjonowaniem pewnych grup, jak nasze kluby fajkowe, forum czy grupy google.
Mianowicie ukrywanie wstydliwe swoich małych fajkowych odstępstw od normy (która istnieje tylko wirtualnie i werbalnie) widać to doskonale właśnie na fajkowych spotkaniach, gdzie jest wielu fajczarzy, każdy inaczej nabija, każdy inaczej pali, przypala, ubija w końcu dba o fajkę po paleniu.

Ja osobiście wiele traktuję z przymrużeniem oka, słucham, wyciągam wnioski, stosuje, modyfikuję, ulepszam lub pogarszamna swoją modłę- , lub nie stosuję...



*podałem link do wikipedii z racji funkcjonowania Oliego w innym kręgu kulturowym
moim cholernie subiektywnym zdaniem
----------------------------------
Amatorska Pracownia Wytwarzania i Reperacji Fajek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kulturalne przy fajce gadanie”