Kupię używaną fajkę...

Tu możemy zamieścić informacje o fajkach szukających nowych właścicieli :D

Moderator: Moderatorzy

jalens

Kupię używaną fajkę...

Post autor: jalens » 02 września 2009, 10:52 - śr

Bardzo chętnie nabędę – za nieprzesadną kwotę – starannie odnowioną używaną fajkę średniej wielkości od kolegi, który w takiej renowacji ma wprawę.

Wciąż chcę się dać przekonać do palenia używanych fajek, do tego stopnia, że właśnie nabyłem na allegro uroczą, sądząc po zdjęciu, fajeczkę Cherry Hill. Patrząc na ustnik, coś petersonowego lub „like as”. Skusiło mnie, bo Perry w wątku o fajkach z jatoby wspomniał o epizodzie tej firmy z wiśniowymi fajeczkami. Mój dziadek latami palił w wiśniowych fajkach. Ot, takie reminiscencje z młodości.

Choć spoglądając na usłojenie drewna, z którego wykonana została fajeczka, dalibóg, nie jestem pewien tej wiśni – może to fajka z miejscowości Cherry Hill, których pełno jest w Ameryce. Jutro, pojutrze ją dostanę i wtedy będę dociekał mocniej.

W każdym razie chętnie bym tę fajeczkę uczynił dobrą do palenia. I palił. Stąd ogromna prośba do kogoś, kto ma na zbyciu fajkę z pierwszego zdania tego postu, o kontakt na priv.
yopas
Fajczarz Weteran
Fajczarz Weteran
Posty: 767
Rejestracja: 10 marca 2009, 12:10 - wt
Lokalizacja: Warszawa

Re: Kupię używaną fajkę...

Post autor: yopas » 02 września 2009, 11:44 - śr

jalens pisze: Choć spoglądając na usłojenie drewna, z którego wykonana została fajeczka, dalibóg, nie jestem pewien tej wiśni – może to fajka z miejscowości Cherry Hill.
Ze zdjęcia to mi wygląda na "zwykły" wrzosiec zabejcowany na wiśniowo, o nawet ładnym usłojeniu. Ciekawe, czy to polakierowane i czy ma dużo (jeśli w ogóle) dziur (jesli nawet poszpachlowane). Rim troszeczkę zużyty, no ale to przecież fajka używana, a ja mam w domu takie, które wyglądały cztery razy gorzej (wungiel na wierzchu).

Ustnik faktycznie, jak petersonowski p-lip, tyle, że dużo firm robi(ło) takie ustniki. Widziałem i savinelli i vaueny i wdc i jeszcze jakieś italiańskie nołnejmy i...
Szkoda, że ustnik w siodełko, bo nie lubię... z drugiej strony, to nie moja fajka.

No i kardynalna zagadka - co tam na dnie się czai!

Ale o tym pewnie Jacku napiszesz, jak już się za fajkę weźmiesz.

To tak tytułem i trochę off-topowo, moje wrażenia z pierwszego obejrzenia.

Pozdrawiam
y,
[...]
Awatar użytkownika
jar
Moderator
Moderator
Posty: 1642
Rejestracja: 25 listopada 2007, 14:46 - ndz
Lokalizacja: Bydgoszcz
Kontakt:

Re: Kupię używaną fajkę...

Post autor: jar » 04 września 2009, 11:41 - pt

Dzień dobry:

Na początku: głupio mi mówić o sobie, proszę wszakże łaskawie założyć, iż dysponuję pewnymi kompetencjami w zakresie fajek w tym i ich restauracji; na tym Forum już wspominałem nieskromnie iż w moich zajęciach z zakresu projektowania i wykonywania obiektów sztuki użytkowej w Danii ca ćwierć wieku temu uczestniczyli duńscy fajkarze i specjaliści od spraw fajek, m.inn. Henning Jorgensen (wówczas właściciel ongiś starej potężnej firmy Wilhelm Jorgensen), a ostatnio już w kraju uczyłem już sporadycznie, gościnnie na toruńskim UMK spraw konserwacji - acz nie dokładnie konserwacji fajek, a dawnego złotnictwa/sreber.

Znakomicie rozumiem obiekcje powstrzymujące nas przed zainteresowaniem się bliżej fajkami używanymi, toż to jest przedmiot bardzo osobisty. Powodem wszelako dla którego istnieje bardzo liczna grupa amatorów biorących pod uwagę tylko fajki używane jest zadnie sobie sprawy z następujących faktów.

Założeniem generalnym jest zapewnienie wszelkich warunków by dana fajka była smaczna i by się dobrze tytoń w niej palił. Aby to było możliwe, należy nie tylko nadać jej odpowiedni kształt, odpowiednio dobrać proporcje i rozmiary komory spalania i przewodu dymowego (nieśmiertelna reguła średnicy 3.2 mm), wykonanie odpowiedniego nawiertu, ale i dobranie i jak najwłaściwsze przygotowanie materiału do wykonania fajki.

Zawężając zagadnienie do tematu fajek z wrzośca (tzw pianka "królowała" przed wrzoścem, lecz z racji kruchości odeszła w pewnym momencie na drugi plan) trzeba pamiętać, iż wrzosiec zawiera w sobie "soki" (ang. sap) oraz co najważniejsze jest tam kwas taninowy. Tak więc przygotowanie materiały do obróbki mechanicznej polega na pozbyciu się wspomnianych psujących smak czynników.

W dawnych czasach proces "wyganiania" kwasu taninowego wykonywano często przez zwykłe...wietrzenie (ang. air curing), czasem z zastosowaniem podgrzewanego powietrza, czasem nie, co jednak wymagało długotrwałych zabiegów; potem czeladnik siodlarski - później "ikona" fajki Alfred Dunhill wymyślił i opatentował tzw. "traktament" olejowy (ang. oil curing) i uzyskał na to patent nr. 2157 wydany dnia 11 grudnia 1913 roku (oczywiście mowa o patencie angielskim, patent USA pochodzi, jeśli mnie pamięć nie myli, z roku 1918). Rzecz polegała na wygotowywaniu główek z wrzośca w oleju czy raczej mieszance olejów i suszeniu/wygrzewaniu. I tak fajki Dunhilla od początku różniły się - dla wielu in plus - smakiem od innych fajek niekiedy nawet wyższej jakości jak np. Barling z ich najstarszych zapasów rewelacyjnego, bardzo starego wrzośca z okresu tzw. Pre Transition, w edycji "Ye Olde Wood".

Nudnie być może rekapituluję: "walka": szła (i nadal idzie) o zlikwidowanie, neutralizację złych posmaków biorących się z soków (ang. sap) i przede wszystkim kwasu taninowego i ew, pozostałości czyli jego produktów. Nie trzeba dodawać, iż takie procedury wymagały bardzo wiele czasu.

No i nastąpił w naszej cywilizacji okres który można skrótowo nazwać: "Time is money".

Śledząc historię wiodących firm fajkowych widać - ba- czytamy nawet w popularnej Pipedii (lub się o tym sami boleśnie przekonujemy na własnej skórze) jak zmieniła się jakość produktów Barlinga, GBD, Ben Wade, Civic, Loewe, Charatana, o kochanym, ongiś jakże solidnym Petersonie już nie wspominając. Zainteresowanym bardzo pokornie sugeruję "zanurkowanie" w historię firm fajkowych. Po prostu dla przetrwania na "nowoczesnym" rynku powstały koncerny, bezlitośnie działające według zasady maksymalizacji zysku kosztem jakości - np. Cadogan, które wykupiły dawno temu wspomniane renomowane marki.

Aby skrócić i tak długawy post można przyjąć jako zasadę "spod dużego palca"- fajki z wrzośca - to tak do lat 60 ubiegłego wieku.

Oczywiście należy tak straszliwie brzmiące uproszczenia opatrzyć dwoma uwagami: po pierwsze - i dziś trafiają się bardzo smaczne i dobrze wykonane egzemplarze pośród fajek produkcji fabrycznej, po drugie - dzięki Bogu rozwija się ruch fajkarzy którzy traktując wyrabianie fajek jako szlachetne hobby i mają na to nieograniczony czas mogą dojść do prawdziwego mistrzostwa; dotyczy to także malutkich wytwórni które nie muszą być z różnych powodów nastawione przede wszystkim na zysk jak np. Ashton gdzie pod kierownictwem merytorycznym fajkarza Barry Jonesa nadal stosuje się pewną wersję technologii oil curing nota bene zarzuconą lata temu (zgadnij czemu, koteczku - jak mawiał Ś.P. Stefan Kisielewski) przez samego Dunhilla.

Kończąc: załóżmy, że upolujemy - na ogół w strasznym, budzącym zrozumiały wstręt stanie fajkę z lat 50 czy 60., No i co z tym fantem robić? Tutaj niestety albo trzeba nauczyć się profesjonalnego restaurowania fajek (kąpiele w spirytusie, właściwe używanie tej cieczy czy "rozpuszczalnika" chlorowego, etc), wejść w posiadanie właściwych narzędzi (polerka zapewniająca właściwy zakres obrotów, narzędzia ręczne jak sztychle, skrobaki, kilka innych) ) i materiałów (właściwe pasty polerskie, tarcze polerskie), albo - znaleźć restauratora z prawdziwego zdarzenia. TU MÓWIĘ WYRAŹNIE: nie zajmowałem się i nie zajmuję komercyjną restauracją fajek, i w nijakiej mierze post niniejszy nie jest niegodną autopromocją, jest to natomiast "promocja" zainteresowania się fajkami z dobrych dla fajkarstwa czasów.

W wielu przypadkach doprowadzania do stanu użyteczności fajki używanej, szczególnie - jak mawia p. Krzysztof Woźniak - legendarny "Rotm" - "fajki po Panu Niechluju" jest niesłychanie ważne staranne wypłukanie smół i wszelakich pozostałości dawnego palenia ze struktur wrzośca. W tym celu kąpiele w spirytusie - nie tylko tzw. płukanie kaskadowe a solidne czasem długotrwałe kąpiele są znakomite, i zdarza się, że jedna fajka wymaga bardzo wiele spirytusu dla zmienianych kilkakrotnie kąpieli.

Na zakończenie podaję kilka linków które wydają mi się podawać istotne informacje w zaledwie zarysowanych powyżej zakresach

http://members.bellatlantic.net/~vze43wza/briar.html" onclick="window.open(this.href);return false;
http://www.rdfield.com/Articles/curing.htm" onclick="window.open(this.href);return false;
http://fajczarze.pl/forum/viewtopic.php ... 3f07ee9def" onclick="window.open(this.href);return false;
i wreszcie
http://www.pipeguy.com/briar_factor.htm" onclick="window.open(this.href);return false;
cytat:...You may be surprised to know that briar, being a wood, contains tannic acid. Tannic acid is the same bitterness found in young Virginia tobacco and in astringent young red wines. Most plants and common woods such as oak contain a high degree of tannic acid. Various natural types of acid are found in many foods (Vitamin C is an acid) and are usually either unnoticed, or beneficial to the overall taste. The tartness in orange juice is the result of citric acid. While the tartness of orange juice adds to the total taste, I do not believe that you would enjoy the taste of orange juice (or red wine) if it was heated to over 300 degrees. Herein lies the problem with green briar used in smoking pipes - hot acid. Almost all pipe tobaccos contain tannic acid, especially full flavored natural blends. Add this to the minimum 300+ degrees of heat required to burn the tobacco, plus a new briar pipe that contains additional acid and you can understand why "hot & bitter" are associated with breaking in new briar.
Pipe makers use many different tricks to reduce this break in taste. Many of their tricks are simply ways to reduce the contact of raw briar with the burning tobacco. Bowl coating of carbon ("pre-smoked, no break in required"), to honey or olive oil wipes are all common ways to ease the break in process. The best way is actually the most natural way where the acid simply "matures" or breaks down, much like the process of maturing a red wine from a young and sharp flavor to mature and soft tasting. Pipe makers that can afford to hold their wood for 4 or 5 years offer the easiest pipes to break in since time and nature has allowed the 
tannic acid in the briar to mature or break down naturally.
Oil curing is a briar treatment that was first developed by Alfred Dunhill to remove sap (acid) from the briar to allow for easy break in of Dunhill pipes. Today Dunhill, Ser Jacopo and Ferndown advertise that their pipes are oil cured. In reality these brands are oil treated with a oil wipe and heat process. To the best of my knowledge, Ashton briars are the only true oil cured pipes available on the market today. True oil curing is done by soaking the raw cut bowl in a bath of blended oil.....
Jak zawsze

Jacek A. R.
Im więcej wolno, tym mniej wypada.
jalens

Re: Kupię używaną fajkę...

Post autor: jalens » 04 września 2009, 11:59 - pt

Jacku, z ogromnym ukłonem i podziękowaniem. Nawiasem mówiąc, trudno podejrzewać Cię o autopromocję akurat pod tym postem - znam Twoje wypowiedzi nie tylko z tego forum. Tym bardziej dziękuję za poświęcenie uwagi moim rozterkom. Podobne argumenty słyszałem wczoraj od Perrego - i mają one dla mnie swoją wagę.
Awatar użytkownika
jar
Moderator
Moderator
Posty: 1642
Rejestracja: 25 listopada 2007, 14:46 - ndz
Lokalizacja: Bydgoszcz
Kontakt:

Re: Kupię używaną fajkę...

Post autor: jar » 04 września 2009, 15:10 - pt

to ja serdecznie dziękuję Przedmówcy za tak miłe słowa, natomiast ów dziwnie, być może brzmiący w uszach wielu swoisty "disclaimer" jest wynikiem mego zetknięcia się z elementami "cywilizacji napędzanej motorem zysku materialnego" (to cytat z pism Znamienitej Osoby, swoista "nazwa własna") także w...polskich kręgach Osób związanych z fajkami.

Z serdecznym pozdrowieniem

Jacek A. R.
Im więcej wolno, tym mniej wypada.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fajkowy market”