Po zakupie fajki i tytoniu nadszedł czas by ją zacząć opalać

Pierwsza odsłona była ciężka i bardzo ciekawa. Tytoń starałem się ułożyć trój warstwowo, ale skutek był chyba marny. Kilka razy musiałem zapalać tytoń na nowo, ale jakoś w końcu się udało i trochę popykałem fajeczkę

Smak tytoniu trochę dotarł do mych kubków smakowych, lecz najgorszy był zdrętwiały i suchy język

Odstawiłem fajeczkę na trzy dni i dziś odbyła się kolejna próba, zakończona większym powodzeniem

Nie układałem w warstwy lecz dałem wszystko razem trochę mocniej ubiłem i zapaliłem

Popykałem trochę dłużej niż za pierwszym razem, smak już inny (tak mi się wydaje), brak "gotowania" na skraplaczu

Więc powoli idę do przodu w paleniu fajeczki, już mnie korci by kupić następną i skosztować innego tytoniu.
Pozdrawiam
P.S
Takie małe wrażenia "fajkowego żółtodzioba"