Witam!
Przedstawiam Wam moje fajeczki. Mają swoje miejsce na półce z książkami, wędrują od jednej książki do drugiej, zapoznają się z treścią, wyciągają wnioski, nabierają mądrości, rozluźniają się, gdy mają przerwę

Obok nich pojemniki z tytoniami - na samej górze aktualnie Va nr. 1 od MacBarena, pod nią FVF, a na samym dnie (acz nie taki denny!) Navy Flake od Samuela Gawitha. W tle puszka z resztkami Hal O'The Wynd. Dwie pozostałe puszeczki puste, trzymam je na wypady do klubów. Jeden do Va, drugi do La. Aromatów póki co brak, aczkolwiek przymierzam się do zakupu Chocolate Flake.
Dorobiłem się na razie jednego stojaczka. Jutro będę w Olsztynie, dorobię się kolejnych czterech


Proszę pamiętać, iż jest to przede wszystkim zbiór użytkowy. W każdej z owych fajek palę, aczkolwiek w kilku częściej. Każda ma swoją małą historię, będę starał się ją przybliżyć. Jest to początek "kolekcji", a same fajki (kształty, drewno) wybierane są bardziej od aktualnych potrzeb - mam ambicję zebrać wiele kształtów z różnorodnego tworzywa.
Po kolei:
B&B 030 - gruszaMoja pierwsza fajeczka, od niej zaczęła się cała przygoda. To właśnie to maleństwo (palenie maks półgodzinne) towarzyszyło mi w pierwszych chwilach nauki. Stąd nadpalenia na brzegach komina, których nie ujrzycie na tej fotce, albowiem wysiadła bateria w aparacie akurat na niej (była fotografowana jako ostatnia). W wolnych chwilach dorobię zdjęcie i wstawię. Przeznaczona pod aromaty waniliowe. Gościła przeróżne tytonie, stąd bukiet zapachowy jest bogaty, choć niestety nie należy do najcudowniejszych - Borkum Riff Vanilla, Poniatowski Wanilia, Timm No Name, Stanwell Vanilla (przy nim właściwie zostałem), Tillburry Cherry Cream (tak, tak, nawet próbowałem trzy razy tego czegoś...). Dzisiaj raczej emerytka, choć pozostawiona dla mojej kobiety - muszę ją najpierw odnowić, ale nie da rady dopóki nie znajdę freza nastawnego w odpowiedniej cenie. Kanał dymny bardzo wąski, ciężko się pali, fajka na skraplacz (oczywiście wyjęty).

B&B 018 - gruszaDruga i ostatnia gruszeńka w mojej kolekcji. Kupiona w Ostrołęce, tam gdzie pierwsza, wtedy gdy doszedłem do wniosku, że podstawy podstaw opanowałem. I faktycznie - służy do tej pory. Naczelna fajka jeśli chodzi o aromaty. Przeznaczona do Stanwella Vanilla, aczkolwiek chyba ze dwa razy spróbowałem w niej FVF, tak dla przekonania się, że nie da się palić czystej Virginii w fajce po aromatach (znaczy - da się, ale po co?...). Filtr 9mm, palona bez filtra.

Denicotea 652 - wrzosiecPierwszy wrzosiec, kupiony jako trzeci w kolejności. Fajeczka oznaczona na fajkowo.pl jako wrzosiec second hand. Pełna kitowań, lubię ją nazywać pieszczotliwie "Łaciata", choć po prawdzie to raczej "Gruba Berta" - monstrualna jak na mnie fajeczka. Wysoki komiń, pojemność nieziemska. Bez karbonizatu, filtr 9mm, palona bez filtra. Rozdziewiczona Rattray's Old Gowrie (do tej pory lubię ten tytoń), potem długo FVF, aż wreszcie Hal O'The Wynd, co było fatalnym posunięciem z uwagi na to, że tytoń ów zupełnie mi nie podszedł. W efekcie poszła pod La - na pierwszy ogień Navy Flake od Samuela Gawitha. Marzy mi się Perfection tegoż, zgadnijcie do jakiej fajeczki?

Jest wybitnie smaczna jak na tyle kitowań i ten marnej jakości wrzosiec. To utwierdza mnie w przekonaniu, że cena jest mało ważna, liczy się, czy fajeczka ma w sobie... ten ogień


Worobiec 84 - wrzosiecKupiona w te wakacje, w Warszawie na Warszawie Głównej, w podziemiach. Wybierana wraz z kobietą, wypatrzona już wcześniej na allegro. Właściwie wymarzona moja fajeczka. Znów nadałem jej pieszczotliwą nazwę - "Hobbit". Tak jakoś mi się kojarzy. Zdecydowanie mniejsza niż Denicotea, nieco pojemniejsza niż B&B 018, od początku przeznaczona do Va. Spróbowała trzech paleń Old Gowrie, kilkunastu Hal O'The Wynd, aczkolwiek wierna przez długi czas była FVF. Teraz pójdzie pod Virginię nr. 1 MacBarena. Smak absolutny, każdemu tytoniowi palonemu w niej nadaje cytrusową nutę, niejako za darmo, z wdzięczności. Niestety potraktowana zbyt mocno jeansem w kominie (chciałem wyrównać nagar...), ukryszyła się tuż nad wylotem przewodu dymnego... Długo zwlekałem z naprawą, pytałem na forum. Dzięki Waszej pomocy udało mi się "wyleczyć" ją pipemudem, po którym teraz praktycznie nie ma śladu, opalił się, stwardniał, służy dzielnie. A i ja jestem uważniejszy.

BaDou K6528 - różankaOstatnia do tej pory fajka - prezent od współpracowników podarowany na cudownym wieczorze pożegnalnym. Piękna, ryflowana, grube ścianki. Co prawda czuć niewprawioną rękę nieznających tematu - fajka ma płaskie dno, bardzo ciężko wykręca się ustnik, przewód dymny w ustniku jest bardzo wąski (uniemożliwia dobrą kontrolę ciągu), poza tym (co jest wadą bodaj największą) jest bardzo, ale to bardzo krucha. Przy pierwszym paleniu ukruszyła się w środku komina dość znacznie (żałowałem wtedy, że zebrałem papierem ściernym karbonizat, zawsze zbieram, gdybym cofnął czas, akurat tej fajce bym tego nie zrobił), przy drugim płytkie pęknięcie praktycznie przez cały komin, choć byłem ekstremalnie ostrożny. Na szczęście nie przeszkadza to w paleniu, a fajka ma wyborny smak, specyficzną nutę, którą dodaje Virginii (bowiem tą jest opalana) i jest po prostu cudowna. Z pomocą Jara wyszukaliśmy, że może pochodzić z Hong-Kongu (generalnie zwrot ku Dalekiemu Wschodowi). Będzie używana odświętnie.
Póki co tyle - zapraszam do komentowania, dyskusji, etc.
