Forum Polskiej Fajki

"Fajka Mniej Szkodzi"
* Zaloguj   * Zarejestruj
* FAQ    * Szukaj
Teraz jest So wrz 04, 2010 10:41 pm




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  Strona 1 z 1
 [ Posty: 4 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: G.D.O. II
PostNapisane: So lip 24, 2010 6:40 pm 
Offline
Początkujący
Początkujący
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn kwi 05, 2010 9:35 pm
Posty: 8
Lokalizacja: Kraków
Cześć,
siedzę na wprost otwartego okna, dyszę z powodu piekielnego upału i przyglądam się kroplom leniwie spływającym po powierzchni szklanki. Przed chwilą wlałem do niej mocno schłodzone piwo a teraz fizyka robi swoje. Najpierw delikatna mgiełka, potem coraz grubsza rosa i w końcu szybko powiększająca się plama wody na blacie biurka.
Cholera, ale ze mnie kretyn – pomyślałem – szukając w popłochu jakiejś podkładki pod szklankę.
Popłoch o tyle uzasadnionym był, że żona ma kobieta zacna i ze wszech miar uwielbienia godna, w materii porządku i schludności gniazda swego, jest wielce nieustępliwą. Podejrzewałem zatem, że tłumaczenie związków przyczynowo skutkowych pomiędzy wysoką temperaturą a zimnym piwem - nawet w oparciu o definicję punktu rosy, byłoby w odniesieniu do zniszczonego blatu biurka niczym mdłe miauczenie.
Nie zważając tedy na obezwładniające gorąco miotałem się szukając podkładki, ścierając wodę i klnąc własną głupotę.

A przecież miało być tak pięknie.

Dzisiaj bowiem jest piątek czyli mój ulubiony dzień tygodnia a ponadto żona z córką wyjechały na wieś więc jestem sam i niczego nie muszę.
Zegar przed chwilą wybił drugą zatem pora na tyle późną jest, że żaden sąsiad czy telefon spokoju mego nie zakłóci.
Przed sobą mam puszkę Kendal Cream Flake S.G, dobre, zimne piwo i podjęcie bardzo ważnej decyzji, którą z fajek powinienem wybrać na dzisiejszy wieczór.

No właśnie, przecież jest pięknie bądź więc mężczyzną, porzuć lęki i zacznij od początku – pomyślałem buntując się przeciwko małżeńskiej tyranii.
Bunt ze wszech miar był słuszny więc ostentacyjnie rozparłem się na wprost otwartego okna i nie patrząc już na zroszone szkło, pociągnąłem solidny łyk piwa. Przez chwilę zatrzymałem go w ustach czując jak musujące mrowienie roznosi po podniebieniu delikatny smak goryczki.
Wspaniale – westchnąłem czując jak wraz z piwem przepływa przeze mnie fala błogiego odprężenia.
Schłodziwszy piwem swe skołatane myśli, skierowałem wzrok na fajki.
Jak to zwykle bywa, wbrew wcześniejszym obawom decyzja wyboru okazała się nadzwyczaj prostą.
Dzisiaj wybieram właśnie tą – pomyślałem - bez zastanowienia sięgając ręką po Vauena przedstawionego poniżej.

Obrazek

To jedna z moich ulubionych fajek . Mam tą fajkę już ponad 12 lat i zawsze palę ją z dużą przyjemnością.
Odłożywszy dzisiejszą wybrankę na bok, wziąłem w palce jeden listek Kendal Cream, powąchałem go i pomyślałem, że choć puszka tego tytoniu, jest pierwszą którą palę to już zdążyłem go polubić.
Dlaczego? – nie potrafię tego wytłumaczyć.
Nie potrafię pewnie dlatego, że rozkład na czynniki pierwsze wszystkich subtelności smakowo zapachowych ukrytych w dymie jest poza moim zasięgiem i szczerze podziwiam Tych, którzy to umieją.
Dla mnie zawsze tworzą one jedna całość, która po prostu powoduje, że dany tytoń mi smakuje lub nie. Oczywiście, że są tytonie, które smakują mi bardziej niż inne a wtedy rzecz jasna wybieram właśnie te.
Muszę jednak dodać, że w moim odbiorze Kendal Cream Flake jest jeszcze takie małe „coś” zwane sentymentem. Otóż podczas palenia tego tytoniu wyczuwam w smaku owo „coś” kojarzące mi się ze smakiem Ultra Mild Dunhilla, który dawno temu bardzo lubiłem.
Jednym słowem - jak by na to nie spojrzeć, Kendal Cream Flake smakuje mi tak bardzo, że na pewno będę do niego wracał.
Tak oto rozmyślając, z namaszczeniem napełniłem fajkę tytoniem, zapaliłem i wypuściłem pierwszy dym.
Pomimo otwartego okna powietrze w pokoju było prawie nieruchome. Dym lekko tym zdezorientowany zastanawiał się czy zostać w pomieszczeniu czy może wyjść na zewnątrz. Ja przyglądałem się leniwie jego rozterkom i spokojnie czekałem na swoje myśli.
A myśli jak to myśli – jeżeli poczują odrobinę swobody wybiegają gdzieś daleko w przód lub ze sobie tylko znanych przyczyn cofają się w tył, do tego co już kiedyś było.
Dzisiaj, gdy fajka nabrała owego delikatnego ciepła, które tak lubię, przed oczami pojawił mi się obraz kuźni.

Muszę w tym miejscu wyjaśnić, że w połowie lat 80 ubiegłego wieku więc w czasach gdy kraj nasz uparcie lecz bardzo już chwiejnie podążał ścieżką socjalizmu, ja jako młody i bardzo ambitny inżynier, podjąłem pracę na kuźni w hucie noszącej wtedy imię Lenina.
Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że pracę podjąłem na stanowisku fizycznym jako pomocnik kowala.
Jak wyglądała wtedy kuźnia?
Otóż wyobraźcie sobie ogromną halę na planie prostokąta, którego prawie całą powierzchnię wyłożono stalowymi, błyszczącymi jak lustro slabami. Wzdłuż dłuższych boków tego prostokąta stały dwa rzędy pieców do grzania wsadu a wszystkie z nich wiecznie rozpalonymi były. Po prawej stronie od przestronnego wejścia stały w jednym rzędzie trzy wielkie młoty do kucia swobodnego. Pierwszy z nich miał masę bijaka 3 tony i potężny był, że aż strach.
Drugi mniejszym był bo bijak tylko 2 tony ważył i swojskim mi się wydawał bowiem to w jego właśnie obsadzie pracowałem.
Jako ostatni stał młot 600 [kg] ale rzadko używanym był przez naszą zmianę. Stały tam jeszcze dwa inne młoty ale jako, że małymi były to i wspominać o nich nie warto.
Nad całym tym inwentarzem, gdzieś wysoko pod sufitem pomykała suwnica z podwieszonym na haku niczym ogon, potężnym stalowym łańcuchem.
Tak oto wyglądała owa kuźnia w czasach gdy na niej pracowałem.
A jak tam było?
No cóż, myślę, że każdy obserwujący naszą pracę byłby zdziwiony i wielce przerażony tym widokiem.
Okrutny hałas tak wielki, że nie sposób go opisać, żar atakujący ze wszystkich stron, odpryski rozpalonej zendry wciskające się w każdy zakamarek odzieży i nieustanny wysiłek ludzi przemieszczających w różnych kierunkach rozpalone bryły stali.
Zdawało się, że owi ludzie nie zważają na nic. Ruchy mieli oszczędne i precyzyjne a ciężkie odkuwki w ich rękach ślizgały się na kowadłach niczym piórka.
Tak, to byli naprawdę twardzi ludzie a ja cholernie dumny byłem z tego, że mogę z nimi pracować.

No i pięknie.

Palę fajkę, gawędzę o swoich wspomnieniach ale przecież ktoś może zapytać i co z tego? Gdzie w tym wszystkim poza sprawczą przyczyną gawędy jest miejsce na fajkę?
Otóż właśnie, że jest.
Miałem ci ja wtedy jedną fajkę. Był to mały wrzoścowy billiard, którego na pierwszym roku studiów kupiłem w jakimś komisie na Grodzkiej.
Co ta fajka przeszła podczas imprez i innych swawoli lepiej nie mówić wszelako na tyle zawziętą była, że przetrwała i jest ze mną do dziś.

Obrazek

W czasach gdy pracowałem na kuźni traktowałem ją już o wiele łagodniej - może dla tego, że wydoroślałem a może dlatego, że po prostu bardzo ją polubiłem. Tytoniami też lepszymi ją karmiłem niż kiedyś bo przecież kieszeń już o wiele zasobniejszą miałem.
Późną jesienią, kiedy przychodziła pora nocnej zmiany zabierałem ją ze sobą do pracy. Przed wyjściem z szatni nabijałem ją „czerwoną” Amphorą lub „zielonym” Clanem a ona spokojnie czekała w kieszonce na swój czas.

Organizacja pracy na kuźni wyglądała tak:
praca była w systemie akordowym. Na początku zmiany pierwszy kowal przejmował zlecenia i tak organizował robotę aby obsada „wyszła na swoje”. W praktyce najlepiej oddają to słowa - „wchodzą pod młot i zapieprzają jak małe samochodziki”.
A po co? ot choćby tylko po to by dużo zarobić a pod koniec zmiany mieć chwilę czasu na odpoczynek. Rzecz jasna z tą chwilą różnie bywało ale zdarzało się i tak, że kończyliśmy robotę 1.5 – 2 godzin przed końcem zmiany. Oczywiście każda zmiana miała w obowiązku załadowanie do pieców wsadu dla swoich następców i uporządkowanie swego stanowiska pracy.
Gdy zdarzyło się tak, że wszystkie obsady na nocnej zmianie uporały się ze swoimi zleceniami przed czasem, wtedy pracownicy jak jeden mąż szli do pomieszczenia socjalnego i na drewnianych stołach pokładali się jeden obok drugiego by przez kilkadziesiąt minut zakosztować drzemki.
Uwierzcie mi, że naprawdę solidnie na to zapracowali.

Jak wcześniej powiedziałem, z chwilą gdy nastała jesień, na nocne zmiany fajkę zabierałem do pracy. Kiedy przychodził moment, że wszystkie obsady „wyrabiały” się przed czasem ja nie szedłem na drzemkę lecz zostawałem na hali.
Mało kto to zauważał gdyż do moich obowiązków należało uporządkowanie stanowiska więc siłą rzeczy musiałem schodzić ostatni.
Kiedy zrobiłem już wszystko co powinienem, gasiłem światło na hali, szedłem pod 3 tonowy młot, siadałem na wygrzanych slabach i opierając się plecami o jego ramę wyciągałem z kieszonki fajkę.

Wyobraźcie sobie teraz taki obraz:
Ogromna ciemna hala rozświetlona jedynie pomarańczowo - czerwonymi błyskami wypadającymi spod uchylonych drzwi pieców. Błyski te odbijają się od lustrzanych podłóg, wpełzają na potężne ramy zastygłych w bezruchu młotów i giną gdzieś pomiędzy kratownicami sufitu. Bezwzględny żar, który kilkadziesiąt minut temu palił Twe plecy i twarz stał się teraz przyjemnym ciepłem. Ciepłem przyjemnym i przyjaznym bo wiesz, że tuż za ścianą zacina lodowaty deszcz. Przez rozsuniętą kotarę drzwi widzisz jak wiatr targa gałęziami ale Ty tutaj jesteś bezpieczny.

Siedzę zatem sam pod ogromnym młotem, słucham szumu palników w rozpalonych piecach, który teraz stał się ciszą i czekam kiedy odezwą się świerszcze.
Ściągają one przed zimą z całej okolicy i zaszywają się w sobie tylko znanych zakamarkach być może po to tylko by ktoś kiedyś posłuchał ich śpiewu.
Ja go słuchałem i paliłem wtedy fajkę.
Jej dym mieszał się z zapachem rozpalonego metalu i wygrzanego oleju tworząc aromat, który będę pamiętał do końca życia,
Przed sobą miałem pokrytą rosą butelkę zimnego mleka a me palce zostawiały swe ślady raz na niej, raz na fajce.
Byłem brudny, spocony, potwornie zmęczony i jednocześnie cholernie szczęśliwy ponieważ wiedziałem, że ciężko ale uczciwie zapracowałem na to co w tej chwili odczuwam. To było naprawdę wspaniałe uczucie.

Ależ się rozgadałem.
Niebo za oknem przejaśniało, powietrze ochłodziło się się a fajka dawno już zgasła.
Popatrzyłem na swoje błyszczące fajki, na puszki z tytoniami, które lubię i pomyślałem jakże różnią się one od owej umorusanej bidulki wypełnionej „Pewexowską” Amphorą.
Potem przyglądnąłem się swoim czystym dłoniom opartym na błyszczącym blacie biurka, rozglądnąłem się po pokoju i ogarną mnie smutek.
Narzekam na gorąc, szukam luksusu, nieistotne duperele wytrącają mnie z równowagi może więc rozmiękłem a może jeszcze gorzej?
Teraz pora iść spać ale kiedyś muszę to dobrze przemyśleć.
Pozdrawiam,
angreg.


Ostatnio edytowano Pn lip 26, 2010 9:10 pm przez angreg, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: G.D.O. II
PostNapisane: So lip 24, 2010 7:27 pm 
Offline
Fajczarz
Fajczarz

Dołączył(a): Cz lis 12, 2009 8:57 pm
Posty: 359
Lokalizacja: Włocławek
Dosłownie piękny opis. Rozkochałem się w metalu :D Faktycznie zasługiwałeś na fajkę , czego i teraz sobie nie odmawiaj :pipeman:

_________________
gg 1986482
"Lepiej mało dobrego, niż dużo złego"


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: G.D.O. II
PostNapisane: Śr lip 28, 2010 1:28 pm 
Offline
Fajczarz
Fajczarz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Wt sty 26, 2010 6:50 pm
Posty: 281
Lokalizacja: Poznań
Też sobie przypominam moje początki w "CEGIELSKIM" , czyli " u Ceglorza" , kiedy zapierniczałem na akord przy montażu wagonów . Tak samo było , tyle ,że nie tak gorąco...
Obudziłeś miłe wspomnienia...Dzięki... :D

_________________
Pozdrawiam jazzowo
Krzysztof
-----------------

Człowiek...to tylko brzmi dumnie...


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: G.D.O. II
PostNapisane: Cz lip 29, 2010 4:36 pm 
Offline
Fajczarz Weteran
Fajczarz Weteran
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So sty 19, 2008 9:28 pm
Posty: 1789
Lokalizacja: Blanki-Warszawa-Wołomin
Bardzo przyjemny tekst, świetna historia...
Znam pewną anegdotkę o honorze panów z huty Lenina i jednej pani suwnicowej... z mniej więcej tego okresu, kiedy jeden ze znajomych pracował tam, czy może praktykował po wydziale obróbki skrawaniem polibudy.

_________________
moim cholernie subiektywnym zdaniem
----------------------------------


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  Strona 1 z 1
 [ Posty: 4 ] 


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 0 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group   
Chronicles phpBB3 theme ported by RuneVillage. Created By Jakob Persson for phpBB2.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL