fajczarze.pl

fajczarze.pl

Fajowe Święto Przemyśl 2010 PDF Drukuj Email
Wpisany przez maciej_faja   
niedziela, 04 lipca 2010 19:34

Święto Fajki Przemyśl 2010

 

Piątek 25 czerwca 2010

W całym kraju ładna pogoda, a mnie na trasie do Przemyśla prześladuje deszcz. W samym Przemyślu już nie pada, ale popołudnie jest nieco parne, męczące.

fot. M.M.

Pogoda nie ma jednak wpływu na moje samopoczucie (tzn. ma, ale tylko na fizyczne, bo myśli mam już zaprzątnięte zbliżającym się spotkaniem). Do Przemyśla zbliża się mój poradnik „NOWA-STARA FAJKA”, jadąc w bagażniku samochodu prowadzonego przez „Kumę”. Daro jest WIELKI – dokonał rzeczy prawie niemożliwej. Telefony się grzeją: Kiedy dojedziesz do Przemyśla? Realia naszych dróg, opóźniają spotkanie. Wreszcie Daro i Aga lądują w hotelu, a zaraz potem zjawiają się pod moim lokum. Jestem tak przejęty świadomością, że zaraz dotknę swojej książki, iż popełniam faux pas - nie ściągam kapelusza witając się z Agą (nie jestem politykiem i czasem emocje biorą górę nad kulturą) – Aguś wybacz! W końcu dostaję książeczkę do trzęsącej się łapy, Darek chce usłyszeć moją opinię, a ja nie bardzo jestem w stanie zebrać myśli. Co mam powiedzieć? Mam w ręku coś, co podpisane jest moim nazwiskiem, a tak naprawdę, to kilka osób wykonało kawał niezłej roboty. Podziękowania są w książce, ale z wdzięczności chcę jeszcze raz podziękować wszystkim, którzy mi pomogli przy pracy i doprowadzili ją do szczęśliwego końca. „Dziku”, „Perry”, „elvislike”, „bli”, „jar”, „Jimmy”, „Rotm” – moje ukłony w Waszą stronę. Przede wszystkim jednak, dziękuję dwóm osobom. Iwonie – mojej małżonce, która wspierała mnie podczas pisania, strzelała fotki (gdy ręce miałem zajęte) i nie wyrzuciła mnie z domu, za bałagan jaki czyniłem podczas wykonywania prac przy fajkach. Drugą osobą jest Darek Kuźma („Kuma”) – to On zmobilizował mnie do pracy (wiedząc, że posiadam czas i materiał do napisania poradnika) oraz zaprzągł swoją firmę w celu zakończenia projektu. Wsparcie przyjaciół jest czymś nieocenionym, chylę przed Wami czoło. Tak świetnie rozpoczęty wieczór kończymy kolacją w restauracji „Dominikańskiej” i drinkiem w jednym z pubów na Rynku.

fot. M.M.

Umówiliśmy się na poranne zwiedzanie przemyskich nekropolii i około północy rozchodzimy się do hoteli.

 

Sobota 26 czerwca 2010

Spotykamy się w „Margaricie” na 20 minut przed umówionym czasem, więc mała czarna rozgrzewa naszą czwórkę przed porannym spacerem. Przez telefon komunikujemy się z Andrzejem Norasem („andnn”), umawiamy się z nim i Ewą na wyprawę do C. i T. Polińskich. Po kawce, nasza czwórka – Aga, Iwona, Darek i ja – udajemy się na spacer po nekropoliach. Polecam zwiedzenie zarówno cmentarzy wojskowych (z I i II wojny światowej), jak i starej części cmentarza komunalnego.

fot. M.M.

fot. M.M.

Po spacerku, udajemy się do hoteli na chwilę odpoczynku, przed czekającymi nas popołudniowo-wieczornymi atrakcjami. Około 14-tej, zbieramy do taksówki Ewę, Agnieszkę, Andrzeja i Darka. Stawiamy się w komplecie na Kruczą, gdzie wita nas serdecznie mistrz Tadeusz wraz, z jak zwykle promiennie uśmiechniętą małżonką. Krótko po nas, na miejsce docierają „Irek”, „bublik” i „keilwerth”. Wspólnie rozmawiamy o fajkach mistrza Tadzia i zaglądamy do warsztatu (zaczęło padać).

fot. M.M.

Czas płynie nieubłaganie, więc odjeżdżamy do Ostrowa, w odwiedziny do Zbyszka i Renaty Bednarczyk. Na miejscu trwa już biesiada (i nie pada). Jest piwo z beczki, bigos z kotła, kiełbasa i kaszanka z taczki ale przede wszystkim grono fajowych przyjaciół z kraju i zagranicy (są koledzy z Czech oraz Domenico „Mimmo” Romeo z gorącej Italii). Przybywający na miejsce biesiadnicy, przywieźli fanty na aukcję charytatywną. Poznaliśmy 3-letniego, schorowanego bajtla - Maksa, na którego rzecz została przeprowadzona aukcja.

fot. M.M.

Licytowano coś do palenia, oglądania, czytania i picia, przejażdżki ciągnioną rikszą oraz wiele innych bliżej niezidentyfikowanych przedmiotów.

fot. B.Bielecki

Do mnie trafia pięć książeczek Tadeusza Wojtuszkiewicza i bezcenne dedykacje od tego znanego kolekcjonera z Bydgoszczy.

fot. B.Bielecki

W przerwie aukcji odbywa się konkurs w wolnym paleniu fajki (w całkiem przyjemnej zielonej gruszce).

fot. M.M.

Są śpiewy, tańce i przeciąganie liny.

fot. B.Bielecki

Trudno mi opisać wszystko co się działo, kto miał okazję choć raz spotkać Zbyszka, wie doskonale, że w jego towarzystwie nie sposób się nudzić. Zabawa trwa do nocy – jak to zwykle podczas Brógowego Święta bywa.

 

Niedziela 27 czerwca 2010

Dobrze przed południem spotykamy się w „Margaricie”. Kawa, piwo – w zależności od zapotrzebowania. Tuż przed południem udajemy się na plac, przed Muzeum Dzwonów i Fajek, gdzie nastąpiło otwarcie wystawy (pierwsze krople deszczu są sygnałem do rozpoczęcia imprezy).

fot. M.M.

Tym razem zorganizowano wystawę fajek, poświęconą pamięci Zenona Hęćki i Krzysztofa Solińskiego.

fot. M.M.

fot. M.M.

Jak zwykle Urszula Olbromska, opowiedziała o zgromadzonych na wystawie eksponatach.  Oglądamy fajki różnych wytwórców, z różnych stron świata i wykonane z różnych materiałów.

fot. M.M.

fot. M.M.

fot. M.M.

fot. M.M.

fot. M.M.

Jeszcze tylko wejście na taras wieży, kilka zdjęć panoramy Przemyśla i przenosimy się na Rynek, gdzie mistrzowie sztuki fajkarskiej rozkładają swoje wyroby (wciąż mży). Mistrz Henryk Worobiec „przytulił” mnie na swoim stoisku i pierwsze egzemplarze poradnika „Nowa-stara fajka” znalazły nabywców. Na innym stoisku, pomiędzy Bartkiem Antoniewskim a „Mimmo”, swoje fajki wystawił nasz forumowy kolega – Tomek Zembrowski. Zza wschodniej granicy przybył Zenon Palczewski ze swoimi „owocówkami”. Są oscypki, zakopiańskie pamiątki i inne takie. Parada fajkarzy, fajczarzy, oficjeli, sympatyków fajczarstwa i górali rusza w kierunku ławeczki-fajki w deszczu, pod parasolami.

fot. B.Bielecki

Przemowy, rozpalenie ziela w kominie i góralskie granie odbywają się  pod czujnym okiem Przemysława Babiarza.

fot. B.Bielecki

Powrót w Rynek i idziemy do „Niedźwiadka” a tam … fajka z krzywaśnym ustnikiem i tytoń „Kierpcowy”.

fot. M.M.

W konkursowym paleniu bierze udział 51 osób, w tym burmistrz Zakopanego. Gęsty latakiowy dym tworzy nad Przemyślem osłonę przed deszczem (przestaje padać, ale nadal nie widać słońca).

fot. B.Bielecki

W trakcie gdy my palimy, na Rynku trwa impreza. Szkoci i górale przygrywają licznie zgromadzonej gawiedzi. Na scenie odbywa się również część oficjalna obchodów Fajowego Święta.

fot. B.Bielecki

fot. B.Bielecki

Po konkursie, wychodzimy na chwilę z „Niedźwiadka”, a w tym czasie obsługa lokalu zastawia stół smakołykami. Ach te pierogi … Ucztowanie trwa do późnych godzin wieczornych i trwałoby pewnie do późnej nocy, gdyby nie fakt, że rano czeka nas wyjazd do Bieszczadu.

 

Poniedziałek 28 czerwiec 2010

Zbiórka o 8.30 na parkingu, przed stadionem. Tym razem jedzie autobus, minibus, a nawet jedna osobówka. Normalnie pół Polski wali do Bieszczadu. Aga z Darkiem, Ewa z Andrzejem oraz moja lepsza połówka i ja, zajmujemy strategiczne miejsca w środkowej części autobusu. Wyruszamy z małym poślizgiem. W autokarze Zbyszek Bednarczyk rozdał tekst hymnu Przemyskiego Klubu Fajki. Cały autobus śpiewał przy akompaniamencie gitary Henia Worobca. Podczas jazdy i na postojach, „śpiewano” z innych „nut”, więc podróż przebiegała w bardzo „festiwalowej” atmosferze. Za oknami pojazdów widać niskie deszczowe chmury a miejscami mgłę ścielącą się w dolinach. Pierwszy postój, to pracownia Bieszczadzkiego artysty Tomasza Żmijewskiego.

fot. M.M.

Jego prace zadziałały na wszystkich, słyszę skrajne opinie, dobrze to świadczy o sztuce, którą możemy dotknąć.

fot. M.M.

fot. M.M.

Najlepszą rekomendacją jest fakt, że T.Ż. pozbywa się kilku swoich prac. Wsiadamy znowu do pojazdów i jedziemy dalej, by w niedługim czasie zmienić środek lokomocji na „kolej żelazną” a w zasadzie na Kolejkę Bieszczadzką.

fot. B.Bielecki

Zmiana ta nie wpłynęła na ilość spożywanych „nut”, ale za to ułatwiła kontakty interpersonalne.

fot. B.Bielecki

W czasie jazdy pojedliśmy chleba ze smalcem, ogórów kiszonych i pierogów. Do popicia jest woda z ogórów – pycha. W tym czasie, Zbyszek Bednarczyk podsuwa nam myśl o obronie pociągu w razie napadu przez złych ludzi. Już mnie przekonał, gdy na słupie  stojącym przy torach zauważyłem list gończy, a na nim zdjęcie facjaty  znanego mi osobiście człowieka o pseudonimie Mr.Bróg.

fot. B.Bielecki

W Michowej Woli pociąg zostaje zatrzymany przez jeźdźców.

fot. M.M.

To Wojciech „Kiju” Gosztyła wraz z eskortą przybywa po Zbyszka B., ten jednak zaczął się ostrzeliwać z pistoletu spod osłony ściany wagonika. Dopiero gdy skończyła się amunicja, udało się obezwładnić „złoczyńcę” i dwóch młodych, dzielnych ludzi odprowadziło go, do czekającego wozu.

fot. I.Misiak

Jako eskorta „złoczyńcy” pojechało kilka pań. Gdy dotarliśmy do „Latarni Wagabundy” czekała na nas biesiada. Kiełbasa z grilla, marynowane grzybki, piwo i tokaj z beczki. „Kiju” wraz z innymi zasiada do stołu konkursowego.

fot. B.Bielecki

Palimy 2 gramy tytoniu bez użycia kołeczka. Szybki konkurs, dobra zabawa. Potem występ Wojtka, no i powoli czas się zbierać.

fot. M.M.

Żal, ale i nadzieja, że za rok znowu będzie okazja się zobaczyć na Fajowym Święcie. Na niebie widać pojedyncze chmury – znać, że rozwiał się dym z tytoniu „Kierpcowego”. Kiedy docieramy na parking, z którego startowaliśmy na wyprawę, żegnamy przyjaciół, umawiamy się na następne spotkania. Ciepły wieczór nie sprzyja rozstaniom, raczej nastraja do dalszego biesiadowania. Niestety, większość z nas ma przed sobą kilkusetkilometrową podróż do domu. Część jutro wsiądzie do pociągu, część za ster swojego pojazdu. Idziemy więc spać, choć ciężko zasnąć po tych wszystkich, trzydniowych atrakcjach.

 

Wtorek 29 czerwca 2010

Pobudka, wstajemy z Iwoną , szybkie śniadanie, pakowanie tobołów i w drogę. Latakia palona w niedzielę, przez cały poniedziałek oczyszczała atmosferę i po raz pierwszy od czterech dni widzę słońce. Słońce, wraz z którym udaję się na zachód.

Poprawiony: niedziela, 04 lipca 2010 21:57
 
Joomla 1.5 Templates by Joomlashack